|

Zapraszamy do zapoznania się z rozmową, którą przeprowadziliśmy z Patrykiem Małeckim. Można dzięki niej poznać wersję ostatnich wydarzeń z nieco innej perspektywy - co najważniejsze - perspektywy, która podczas kibicowskich i medialnych osądów powinna być poważnie brana pod uwagę.
Zacznijmy od początku. Gdy schodziłeś z boiska podczas meczu ze Standardem mogłeś chyba nieco inaczej wyładować swoje emocje.
-Na pewno mogłem zachować się lepiej. Był to pierwszy mecz w tej rundzie i ja byłem zdegustowany, że trener mnie zdejmuje z boiska w 57 minucie, a nie w przerwie, to była sportowa złość. To jest właśnie ten problem, z którym nie umiem sobie poradzić. Mi po prostu za bardzo zależy, wszystko mocno przeżywam. Popełniłem błąd, że pojechałem po meczu do domu. Wiem, że trener może mieć ze mną problemy. Ja za bardzo chcę i nie umiem radzić sobie z porażkami. Nie potrafię czasem zachować czegoś dla siebie, tylko zawsze mówię to, co myślę, albo zachowuję się tak, jak nie powinienem. Wiem, że jest to źle odbierane, ale naprawdę ciężko jest mi sobie z tym poradzić. Dlatego powiedziałem trenerowi, że jeśli chce mnie jakoś ukarać, bo przez moje nerwowe zachowanie Wisła więcej straciła niż zyskała, to może mnie nie brać pod uwagę na mecz z Zagłębiem. Nigdy bym nie powiedział, że nie chce grać dla Wisły Kraków i każdy kto mnie zna ten to wie! Ja sam zaproponowałem, że ze względu na moje zachowanie mogę nie jechać do Lubina i w tym czasie trenować z Młodą Ekstraklasą. Nie wiem czemu podano taką wersję, że powiedziałem, że nie chcę grać dla tego klubu. Jest mi najbardziej przykro z tego powodu, że ludzie myślą, że ja tak powiedziałem, a nigdy w życiu bym tak nie zrobił.
Ale może nie wytłumaczyłeś trenerowi, że to nie jest tak, ze chcesz być całkiem odseparowany od drużyny? A przez to, że byłeś zdenerwowany mógł on zupełnie inaczej zrozumieć Twoje słowa.
-Być może. Ja po prostu powiedziałem trenerowi, że jeśli nie pasuję charakterem do drużyny i jeśli nie widzi mnie w zespole, bo jestem ciężką osobą do prowadzenia, to może mnie nie brać do Lubina. Przeprosiłem wszystkich chłopaków.
Podobno jednak nie pojawiłeś się na zaplanowanym spotkaniu z trenerem, na którym już na spokojnie mieliście sobie wszystko wyjaśnić.
-Najgorsze jest właśnie to, co piszą media. Ja pojawiłem się na każdym treningu przed wyjazdem. Cały czas byłem w klubie. W piątek ćwiczyłem też na siłowni.
I później miałeś mieć spotkanie z trenerem.
- Ja nic o takim spotkaniu nie wiem! Nikt mnie o tym nie poinformował. Kierownik jest od tego, żeby przekazywać takie informacje, czy mam iść do trenera czy nie. Nie było jednak osoby, która by powiedziała, że trener Moskal na mnie czeka. Ja uczestniczyłem w zajęciach normalnie, później miałem indywidualny trening z trenerem Michalczykiem, po czym ubrałem się i porozmawiałem chwilę ze Stanem Valcxem. No a później podszedł do mnie kierownik i powiedział, że nie jadę na mecz.
W takim razie jak uważasz, co spowodowało, że po spotkaniu z Zagłębiem trener Moskal wypowiedział się na Twój temat w taki sposób?
-Nie wiem. Ciężko mi powiedzieć, ale tak jak już mówiłem, nigdy bym nie powiedział, że nie chcę grać dla Wisły. Owszem, powiedziałem do trenera, że mam ciężki charakter i że jeśli nie pasuję do jego koncepcji gry, to może mnie przesunąć do Młodej Ekstraklasy. Tak jak już powiedziałem: byłem zły i zasugerowałem, że może lepiej będzie jak zespół ode mnie odpocznie, że jeśli coś psuję w szatni, to mogą się sami przygotować lepiej beze mnie. Wiem, że nie powinienem się tak zachować, ale naprawdę ja często reaguję po prostu zbyt emocjonalnie. Zdziwiłem się natomiast, jak usłyszałem słowa wypowiedziane przez trenera na konferencji prasowej. Nigdy nie powiedziałem, że nie chcę grać w Wiśle. Przykro mi, że cała ta sytuacja została tak przedstawiona w mediach. Co więcej uważam, że takie sprawy powinno się załatwiać tylko i wyłącznie w szatni.
A miałeś możliwość wyjaśnienia tej sytuacji innym zawodnikami?
- Rozmawialiśmy całą drużyną. Sytuacja była dosyć napięta. Doszliśmy do takiego momentu, że ja powiedziałem, że w tej drużynie, na wynikach zależy najbardziej tylko mnie i Sobolowi. Później trener miał do mnie pretensje, o to, że innych zawodników nie szanuję. Prawda jest jednak taka, że kiedy Wisła przegrywała, to my z Sobolem najbardziej to przeżywaliśmy. Nawet mimo tego, że nie zawsze mogliśmy grać. Potem jednak trener mi przyznał rację, choć tak jak mówiłem, na początku był na mnie zły. Sam jednak zobaczył, że nikt z piłkarzy nie wstał i nie powiedział, „Mi zależy na Wiśle” tylko każdy był przyczajony.
Ktoś komentował później Twoje słowa w szatni?
-No właśnie nie, o to chodzi, że nikt nie podszedł, tylko skończyła się rozmowa i wszyscy wyszli na trening, a ja na siłownię. Tak jakby w ogóle nie było tematu.
Po tym, jak dowiedziałeś się, że jesteś zawieszony otrzymałeś od nich jakieś wsparcie?
-Jedynym zawodnikiem, który okazał mi wsparcie był Chavez. Człowiek, który nie jest z Polski , który nie zna naszego języka powiedział mi, że jest ze mną, że na pewno wszystko się jakoś ułoży. Większość drużyny nic nie zrobiła. Ale ja nie liczę na drużynę, tylko liczę zawsze na siebie. Niestety od jakiegoś czasu jest taka sytuacja, że w Wiśle każdy patrzy na siebie i do tego się przyzwyczaiłem.
Uważasz że pół roku zawieszenia jest słuszną karą?
- To jest decyzja klubu. Ja się z tym pogodziłem.
To, jak potoczy się teraz Twoja sytuacja jest wielką niewiadomą. Możesz rozwiązać kontrakt już teraz, a możesz też odczekać pół roku zawieszenia i być może, gdy sytuacja będzie już nieco inna ponownie zagrać w pierwszym zespole „Białej Gwiazdy”. Ty jaką opcję rozważasz?
- Chcę grać dla Wisły, choć nie jest teraz mi to dane. Dziś już miałem kilka telefonów z drużyn Ekstraklasy, które chciały mnie pozyskać, ale powiedziałem, że w Polsce chcę być znany tylko z występów w Wiśle Kraków. Szanuję Śląsk Wrocław, szanuję Lechię Gdańsk. Nie wiem jednak, czy dane mi kiedyś będzie tam zagrać. Moje miejsce jest tutaj. Jeżeli jednak okaże się, że sytuacji nie da się już odwrócić, to będę musiał się zastanowić nad inną opcją.
W tym momencie myślisz już o tym, w którym kierunku iść?
- Ciężko mi teraz powiedzieć. Na razie myślę tylko o tym, że jestem zawodnikiem Wisły Kraków. Jestem tutaj i będę trenował indywidualnie, jak będzie trzeba, to przyjadę na trening o godzinie 23. Stawię się w klubie o każdej porze, tak jak mi narzuci trener czy prezes, nie ma problemu. Wisła Kraków to jest mój klub.
A jak wygląda kwestia Twojego utożsamiania się z kibicami. Uważasz, że mogło to mieć wpływ na zaistniałą sytuację?
-W pewnym sensie tak, sytuacja jest jednak złożona. Ludzie z klubu od dawna obiecywali mi nowy kontrakt, ja sam bardzo chciałem go podpisać. Kiedyś mówiłem, że chciałbym zostać w Krakowie nawet do końca kariery i zapewniam, że nie były to jedynie puste słowa. Problem polegał jednak na tym, że klub cały czas mnie zbywał. Miałem nawet umówionych kilka spotkań w tej sprawie, ale nigdy się one nie odbyły, bo zawsze wypadało komuś coś ważniejszego. Było mi przykro, ale nie chciałem tego brać za bardzo do siebie, ani wypowiadać się na ten temat w mediach. Najważniejsze było to, że mogę grać dla Wisły. Tak sobie myślę, że ludzie z klubu zbywali mnie i odwlekali kwestię podpisania kontraktu właśnie ze względu na to, że tak mocno utożsamiam się z Wisłą. Oni wiedzieli, że nigdy nie skorzystam z prawa Webstera i nie odejdę. Zresztą, ja sam nigdy nie brałem takiej możliwości pod uwagę. Nie mógłbym tego zrobić. Klub grał jednak w ten sposób na czas. Słyszałem, że niektórzy śmiali się nawet i mówili „Małecki tak kocha Wisłę że może grać tutaj nawet za darmo”. Starałem się tym nie przejmować, choć tak jak wspomniałem wcześniej wydawało mi się, że zachowanie kilku osób w klubie jest wobec mnie nie w porządku. Grałem jednak swoje i czekałem na moment, kiedy ktoś zaprosi mnie na poważną rozmowę. Tak się jednak nie stało.
No właśnie, wiele osób zarzuca Ci, że te nerwy podczas czwartkowego meczu były spowodowane tym, że wciąż nie podpisałeś nowego kontraktu.
- Nie, ja wychodząc na mecz nie myślę o takich sprawach. Dla mnie mecz jest świętością, chcę zagrać jak najlepiej i go przede wszystkim wygrać. Zawsze daję z siebie 100%. Sprawami kontraktowymi mogę zająć się w domu, jak wrócę po meczu. Wychodząc na murawę jestem skupiony tylko i wyłącznie na Wiśle. Zawsze chcę zagrać jak najlepiej. Wiadomo, że nie zawsze to wychodzi, choćbym nie wiem jak się starał. Mecz ze Standardem był pierwszym w tej rundzie, myślę, że to też na pewno było powodem słabszej postawy.
Przyznajesz, że zagrałeś słabo?
-Na pewno jako drużyna nie wypadliśmy najlepiej. Graliśmy w dziesiątkę, naprawdę nie było łatwo, choć tak jak już podkreślałem wcześniej, starałem się dawać z siebie wszystko. Forma raz jest lepsza, a raz gorsza i trzeba to zrozumieć. Każdy może słabo zagrać. Trzeba wziąć pod uwagę, że był to pierwszy mecz i od początku nam nie szło. Ja mam swój styl gry. Jednemu on się podoba, a drugiemu nie. Najważniejsze jest, żeby podczas meczu drużyna funkcjonowała jak najlepiej. Dla mnie liczy się zespół, a to czy do niego pasuję, to trener powinien ocenić.
Spełniasz założenia taktyczne trenera Moskala, czy może to właśnie jest tak, że starasz się sam decydować o tym, co jest dla Ciebie najlepsze na boisku? To też rodzić może pewne konflikty.
- Założenia taktyczne są takie, żeby zagrać jak najlepiej, a ja przestrzegam wszystkich zaleceń trenera. Staram się realizować założenia trenera w 100%, ale wiadomo, że każdy mecz ma swoje prawa. Tutaj można poruszyć też bardzo ważną kwestię. Jak nam nie idzie, to jest tylko paru zawodników, którzy biorą ciężar gry na siebie. W tym momencie, pomimo tego, że nie jestem jakimś mega super zawodnikiem, zawsze staram się brać ciężar gry na swoje barki. Niekiedy to pomaga, niekiedy nie, ale nigdy nie odpuszczam meczu. Nawet jak mam słabszy dzień, to staram się walczyć ile mam sił. Widzę, że ludzie tego nie doceniają i to jest troszkę dziwne, ale każdy ma prawo do swojego myślenia.
Przed objęciem drużyny przez trenera Moskala, Wasze relacje wyglądały tak samo jak teraz, czy to się zmieniło w momencie kiedy przejął zespół?
- Wydaje mi się, ze troszkę się zmieniło jak został pierwszym trenerem. Wiadomo, że, to on teraz rządzi tą drużyną, on ustala skład. Ja nigdy nie byłem na stopie koleżeńskiej z trenerem Moskalem. Szanowałem go jak był asystentem, ale tak jak mówię, nie miałem takich relacji, żebyśmy codziennie rozmawiali, jak niektórzy zawodnicy. Ja zawsze robię to, co do mnie należy, skupiam się tylko na tym, żeby dobrze wykonywać swoje zadania. Jestem ciężkim człowiekiem do prowadzenia i może trenerowi Moskalowi to przeszkadzało. To jednak jego trzeba by zapytać o te sprawy.
Mówisz że zostałeś w pewien sposób odtrącony przez drużynę i po całej sytuacji odezwał się do Ciebie tylko Osman Chavez. Atmosfera chyba nie jest najlepsza? Nie ma więzi pomiędzy zawodnikami?
- Ciężko mi powiedzieć, bo za często nie rozmawiamy między sobą. Tomek Jirsak zaraz po zdarzeniu też fajnie się zachował, podszedł do mnie i zamieniliśmy kilka słów. Ale wszyscy raczej robią swoje i po cichu wracają do domu. Każdy pilnuje siebie.
Będziemy jeszcze mieć szansę zobaczyć Cię na boisku w drużynie Wisły?
- Chciałbym bardzo, ale to nie ode mnie już zależy. Ja będę się stawiał w klubie codziennie i będę robił to, co do mnie należy.
Myślisz, że ci kibice, którzy teraz odwrócili się od Ciebie, mogliby Ci znowu zaufać i ze spokojem przyjąć Twój powrót do zespołu?
- To wszystko zależy od mojej dobrej gry i postawy na boisku. Ja podczas każdego meczu ligowego słyszę przekleństwa, czy gwizdy pod swoim adresem. Nie przejmuję się tym jednak. Choć wiadome jest, że jest dużo ciężej, gdy obrywa mi się od swoich. Ale niestety w jakimś stopniu na to zapracowałem.
Czyli czujesz się winny.
- Nic nie dzieje się bez przyczyny, ale też nie jest to wyłącznie moja wina. Teraz z tej sytuacji można już jednak tylko wyciągnąć wnioski. Ciężko bowiem będzie cokolwiek zmienić.
Wiadomo, ze zawsze byłeś niepokorny. Ktoś Ci proponował pomoc w związku z tym? Za zachodzie się pracuje z takimi charakterami. W Krakowie byłeś sam od 13 roku życia. Nie miałeś łatwo.
-Nie, nigdy nikt nie proponował mi żadnej pomocy. Zawsze musiałem sobie radzić sam. Poza tym wydaje mi się, że ciężko będzie mi się zmienić. Spotykam często ludzi którzy mówią, żebym był zawsze sobą. Komuś to może nie pasować, komuś może być to obojętne. Dla mnie najważniejsze jest, żebym ja w każdym meczu dawał z siebie wszystko i ludzie przychodzący na Reymonta byli zadowoleni z gry Wisły Kraków. Wiem, że często mówię głupstwa i dużo osób się tym denerwuje. Przepraszam wszystkich, którzy kiedykolwiek poczuli się moimi słowami urażeni.
Patryk, gdybyś mógł cofnąć czas- do czwartku, zmieniłbyś coś?
- Na pewno bym nie kopnął w stanowisko kamerzysty. A szczerze, to teraz bym podszedł do trenera, podał mu rękę, a na drugi dzień bym zapytał, dlaczego tak było a nie inaczej. Człowiek uczy się na błędach i następnym razem będę wiedział, że lepiej zacisnąć zęby i siedzieć cicho. Nie powinienem był się tak zachować, ale to były emocje, bo był to pierwszy mecz od dłuższego czasu. Przez kontuzję nie grałem długo w LE, ten mecz się też nie ułożył po dobrej myśli, a wiązałem z nim spore nadzieje. Emocje mną zawładnęły i teraz tego nie zmienię, ale następnym razem będę wiedział jak się zachować.
Chciałbyś przekazać coś kibicom?
Wszystkim kibicom chciałbym powiedzieć, żeby postarali się zapomnieć o moich wybrykach i skupili się na kibicowaniu drużynie, nie ważne czy jest dobrze, czy źle. Chciałbym, żeby pomagali zawodnikom, dopingowali nawet w chwilach, gdy gramy po prostu słabo, czy osiągamy złe wyniki. Na pewno część kibiców będzie z tego zadowolona, że zostałem odsunięty od drużyny i zdaję sobie z tego sprawę. Pogodziłem się z tym, że w tym sezonie już nie zagram i na pewno nie będzie to dla mnie łatwe. Chciałbym jednak, żeby Wisła osiągała jak najlepsze wyniki i będę mocno trzymał za to kciuki. Jeżeli chodzi natomiast o moją osobę, to mam nadzieję, że wszystko jakoś pozytywnie się ułoży i udowodnię tym, którzy już we mnie zwątpili, że uda mi się wyjść z podniesioną głową z tej sytuacji. Na pewno się nie poddam i będę walczył o to, by móc pokazać się jeszcze wszystkim ze swojej najlepszej, a nie najgorszej strony.
I tego życzymy zarówno Tobie jak i sobie. Dzięki za rozmowę.
-To ja dziękuję.
|