Historia sekcji koszykówki mężczyzn
Wpisany przez wawelskiesmoki.pl   
czwartek, 24 listopada 2011 22:43

 

Prawie wszystkie gry zespołowe powstawały w sposób spontaniczny – najpierw w nie grano, potem wymyślano przepisy. Z koszykówką było odwrotnie. Kanadyjski nauczyciel wychowania fizycznego James Naismith został w roku 1891 poproszony przez swoich przełożonych ze szkoły w Springfield o wymyślenie nowego zajęcia dla uczniów. Naismith wpadł na pomysł, aby kosze służące do zbierania brzoskwiń przymocować do dwóch przeciwległych balkonów sali gimnastycznej; gra miała polegać na trafianiu do tychże koszy piłką przez członków dwóch dziewięcioosobowych drużyn. Taki był początek jednej z najpopularniejszych gier zespołowych.

 

W kwietniu roku 1928, gdy zakładano w Wiśle sekcję koszykówki (jako składowej sekcji gier zespołowych), zarówno sama gra, jak i jej przepisy były już o wiele bardziej zbliżone do obecnych. Grano w zespołach pięcioosobowych, a kosze miały metalowe obręcze z siatkami bez dna.

W rozgrywkach krajowych Wisła krzepła z roku na rok. Rozpoczynając od najniższej klasy rozgrywkowej w sezonie 36/37, wiślacy doszli w roku 1939 do tytułu mistrza Krakowa, w pokonanym polu zostawiając mistrza Polski z roku 1938 Cracovię! Po tym sukcesie Biała Gwiazda z wielkimi nadziejami jechała na półfinałowy turniej mistrzostw Polski do Lwowa. Zawody te nie zakończyły się jednak pomyślnie, gdyż w decydującym o awansie do najlepszej czwórki w kraju meczu, wiślacy musieli uznać wyższość miejscowego AZS. W klubie dosyć szybko otrząśnięto się po tej niespodziewanej porażce, snując ambitne plany na sezon następny. Dzień 1 września 1939 roku bezpardonowo zamierzenia te zredukował.

Uprawianie koszykówki w latach okupacji zamarło w Krakowie prawie całkowicie, choć początkowo próbowano rozgrywać towarzyskie mecze z Cracovią czy Modrzejówką. Boiska były jednak w zbyt widocznych miejscach i po kilku spotkaniach zaniechano tej konspiracyjnej rywalizacji. Nie oznacza to jednak, że koszykarze Wisły całkowicie zawiesili swoją działalność. Korzystając z faktu, że w miejscowościach podkrakowskich – jak chociażby w Swoszowicach – łatwiej było znaleźć bezpieczny plac do gry, od czasu do czasu tam właśnie rozgrywali swoje mecze.

Po odzyskaniu niepodległości Kraków jako pierwszy ośrodek w kraju przystąpił do odtwarzania koszykarskich struktur.

W sezonie 46/47 przychodzi upragniony awans do finałowej rozgrywki o mistrzostwo Polski. W pierwszym dniu turnieju wiślacy stoczyli porywający bój z gospodarzami zawodów – warszawskim AZS. Mecz zakończył się przegraną 43:44 i wydawało się, że wiślakom trudno będzie się podnieść po tak nieszczęśliwej porażce. Nic z tych rzeczy. Już następnego dnia krakowianie pokonali Wartę Poznań 44:33 i w ostatnim dniu stanęli do walki o srebrny medal. Rywalem był mistrz Polski z roku 1946, Lech Poznań. Po pierwszej połowie wydawało się, że będą musieli zadowolić się brązowym medalem. Wynik brzmiał bowiem 17:30. Druga część gry należała jednak całkowicie do Białej Gwiazdy. Wiślacy zagrali koncertowo w obronie, tracąc – uwaga! – tylko trzy punkty, a osiemnastopunktowa zdobycz w ataku wystarczyła do wygrania meczu 35:33. Dzięki temu koszykarze Białej Gwiazdy po raz pierwszy w historii zdobyli tytuł wicemistrza Polski. Sukces ten wiślacy powtórzyli w roku 1952, by dwa lata później, dokładnie 21 marca 1954 roku, wygrywając w na własnym parkiecie ze Stalą Poznań 96:52, zdobyć po raz pierwszy koronę mistrzowską.

W następnych latach koszykarze Wisły, od stycznia 1959 roku nazywani także „Wawelskimi Smokami”, potwierdzali swoją wysoką pozycję w kraju. Wicemistrzostwo w latach 1956, 1959; brązowy medal w latach 1957, 1958, 1961; udane występy w reprezentacji Polski. Brakowało tylko jednego – kolejnego tytułu mistrzowskiego. Aż wreszcie przyszedł sezon 1961/62. Walka była niezwykle zacięta i toczyła dosłownie do ostatniej sekundy ostatniej kolejki rozgrywek. O końcowej kolejności w tabeli decydowała tzw. mała tabela sporządzona dla czterech najlepszych drużyn. Przedstawiała się ona następująco:
1. Wisła (+7) 2. AZS (+6) 3. Legia (-10) 4. Śląsk (-14).

Tak więc o tytule mistrza Polski dla „Wawelskich Smoków” zdecydował jeden celnie wykonany rzut wolny! No cóż, podobno szczęście sprzyja lepszym. Preludium do sezonu 63/64 były mistrzostwa Europy rozegrane we Wrocławiu. Brali w nim udział dwaj zawodnicy Wisły: Bohdan Likszo i Wiesław Langiewicz (pozyskany przed sezonem z Gwardii Wrocław). Polacy szli przez mistrzostwa jak burza. W grupie eliminacyjnej ponieśli tylko jedną porażkę (54:64 z ZSRR), a w półfinale w pokonanym polu zostawili wicemistrzów świata Jugosłowian, ze słynnym Radivojem Koracem w składzie. Na drużynę ZSRR nie było jednak wtedy siły i Polacy w finale przegrali z nią 45:61. Wicemistrzostwo Europy było wszelako niesamowitym sukcesem, którego od tamtej pory nigdy więcej nie udało się już powtórzyć.

Rok 1964 był dla Wisły rokiem szczególnym. Przede wszystkim wiślacy odzyskali tytuł najlepszej drużyny w kraju. Nie wiadomo jednak, czy nie ważniejsze wydarzenie miało miejsce 9 maja tegoż roku... „Oglądaliśmy wspaniały pokaz w wykonaniu prawdziwych wirtuozów koszykówki. To co zaprezentował team amerykańskich »gwiazd« jest niedoścignionym wzorem dla naszych zawodników”.

Taki komentarz pojawił się na łamach „Tempa” po wizycie na parkiecie przy ulicy Reymonta drużyny „All Stars NBA”. Tak, tak. Poziom prezentowany wówczas przez „Wawelskie Smoki” był tak wysoki, że najlepsi koszykarze świata zdecydowali się rozegrać z nimi towarzyski mecz. Ich trener, legendarny Red Auerbach, opisując w kilku słowach przebieg spotkania powiedział:
„Jestem zaskoczony w sensie pozytywnym grą najlepszej polskiej drużyny. Brak im jednak m.in. umiejętności ekonomicznego zużywania sił”.

Trzeba przyznać, że jego spostrzeżenia były jak najbardziej trafne. Do 4 minuty Wisła prowadziła bowiem z „Gwiazdami” bardzo zacięty pojedynek (było wtedy 14:18). Potem jednak przewaga Amerykanów stale rosła, a ostatecznie wiślacy przegrali 70:117.

Rok 1965 był również rokiem niezwykłym. Co prawda, „Wawelskie Smoki” wywalczyły w nim jedynie wicemistrzostwo kraju, lecz wydarzenia mające miejsce dniach 15-17 października przeszły do annałów polskiej koszykówki.

Renato William Jones, Sekretarz Generalny Międzynarodowej Federacji Koszykówki, w specjalnym piśmie kierowanym do wszystkich wiślaków, zwracał się do nich w te słowa:
„Jestem naprawdę szczęśliwy przekazując Wam imieniem FIBA najlepsze podziękowania za podjęcie się organizacji meczu między Reprezentacją Europy i drużyną Real Madryt, zdobywcą Pucharu Europy 1965. Obie te drużyny będą miały też przyjemność gry przeciw drużynie Waszego sławnego klubu, jak również będą mogły cieszyć się tradycyjną polską gościnnością podczas dni, które dla nas wszystkich będą prawdziwym festiwalem dobrego sportu, przyjaźni i życzliwości”.

I rzeczywiście „Festiwal Koszykówki FIBA”, bo taką oficjalnie nazwę miała ta impreza, ze wszech miar spełnił oczekiwania pana Jonesa. Były koleżeńskie gesty, wzajemna serdeczność, lecz przede wszystkim była – prowadzona w duchu fair play – rywalizacja sportowa. Jej wyniki przeszły zaś najśmielsze oczekiwania gospodarzy. Oto bowiem „Wawelskie Smoki”, rozgrywając porywające mecze, pokonały zarówno team Europy, jak i madrycki Real! „Europa w cieniu Białej Gwiazdy” – tak pisał katowicki „Sport”. Osiągnięcia o takim wymiarze nigdy wcześniej, ani też nigdy później nie zanotował żaden polski klub sportowy.

Następne trzy lata to „tylko” tytuły wicemistrza Polski, zaś w roku 1968 Biała Gwiazda powróciła na tron najlepszej drużyny w kraju. W następnych latach nie udało się tego osiągnięcia powtórzyć, a w roku 1972 wydarzyła się rzecz niebywała. Wisła, po raz pierwszy od roku 1960, była poza podium mistrzostw Polski! Gdy rok później stało się podobnie, zdawało się, że Biała Gwiazda powoli schodzi z piedestału rodzimej męskiej koszykówki. Na szczęście wkrótce okazało się, że była to tylko chwilowa drzemka „Wawelskich Smoków”. Sezon 73/74 pokazał bowiem, że Wisła to nadal wielki zespół. Jedynie Resovia była w stanie w trakcie sezonu dotrzymać kroku wiślakom, ale i ona musiała w końcu uznać ich wyższość. Biała Gwiazda była ponownie mistrzem kraju.

I byłaby nim prawdopodobnie również rok później, gdyby nie... Telewizja Polska. Oczywiście „winę” TVP w utraceniu przez „Smoki” mistrzowskiej korony należy traktować z pewnym przymrużeniem oka, tym niemniej... W sezonie 74/75 o tytule decydowała bowiem ostatnia seria gier. Wisła miała jeden punkt przewagi nad Resovią, a obie drużyny miały do rozegrania wyjazdowe mecze w Lublinie. Po sobotnim zwycięstwie „Smoków” z Lublinianką, nasza rodzima telewizja nadała program, kreujący Wisłę na mistrza Polski. Emisji tej był przeciwny ówczesny trener „Smoków” Jerzy Bętkowski. Formułując swój sprzeciw nie kierował się on jakimiś zabobonami czy przesądami, lecz nieśmiertelną zasadą mówiącą: „dopóki piłka w grze...”. Jego sugestie nic jednak nie dały i program został wyemitowany. Wiślacy zaś poczuli się już mistrzami do tego stopnia, że w decydującym meczu ze Startem mieli 29% skuteczności rzutowej. Szwankowała również gra defensywna, co spowodowało, że grający „o nic” rywale osiągnęli efektywność 77%. Biorąc pod uwagę te wskaźniki mecz ten nie mógł zakończyć się inaczej niż sensacyjną porażką byłych, niestety, mistrzów Polski. Resovia bowiem nie zmarnowała nadarzającej się okazji i po wygraniu z Lublinianką odebrała „Wawelskim Smokom” pewną wydawałoby się koronę.

Lublin, który okazał się dla Wisły tak niegościnny w roku 1975, był rok później świadkiem ostatniego wielkiego sukcesu „Wawelskich Smoków”. Na odbywającym się tam w ostatnim tygodniu lutego turnieju ligowym, Wisła czterema zwycięstwami (w tym z miejscowym Startem) przypieczętowała szósty w historii tytuł mistrza Polski.

Potem było już niestety bardzo przeciętnie, a jedynym sukcesem był tytuł wicemistrza Polski w roku 1984. Prawdziwy kataklizm miał jednak dopiero nadejść. Oto bowiem w roku 1989 po przegranych barażach z Hutnikiem Kraków koszykarze Wisły opuścili po raz pierwszy w historii szeregi ekstraklasy. Z „Wawelskich Smoków” pozostała jedynie nazwa.

W latach 90-tych wiślacy grali ze zmiennym szczęściem w drugiej lidze. Nigdy jednak nie udało im się wywalczyć miejsca w decydujących o awansie do ekstraklasy meczach. Nie zmieniło także tego stanu rzeczy utworzenie w roku 2000 Sportowej Spółki Akcyjnej. Półfinał play-off to było wszystko na co było stać Białą Gwiazdę. Przed sezonem 2003/2004 zaświecił promyk nadziei na odrodzenie. Poprzez mariaż z mającą kłopoty finansowe drużyną Unii Tarnów miano „Wisła” znów pojawiło się w tabelach najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Drużyna o nazwie Unia/Wisła Tarnów, rozgrywając swoje mecze na przemian w Krakowie i Tarnowie, zajęła szóste miejsce w rozgrywkach. W sezonie następnym, od stycznia 2005 roku, Wisła pojawiła się w ekstraklasie już samodzielnie, jednak miejsca z roku poprzedniego nie udało się poprawić (zajęła siódmą lokatę). Po dwóch latach współpracy, przed rozgrywkami sezonu 2005/2006, Unia Tarnów nie zdecydowała się na jej kontynuowanie; a ponieważ prawo do gry w ekstraklasie posiadali tarnowianie, Wiśle pozostała gra na najniższym szczeblu rozgrywek ligowych.

Aby jednak nie popadać w zbyt wielką frustrację, należy zauważyć, że praca z wiślacką młodzieżą zaczyna przynosić coraz lepsze efekty. Oparty bowiem na juniorach zespół Białej Gwiazdy awansował w sezonie 2006/2007 do drugiej ligi. Teraz potrzeba już tylko jednego – zabezpieczenia potrzeb drużyny od strony finansowej. Jeśli uda się połączyć zaangażowanie prywatnego kapitału z zapałem wiślackiej młodzieży, to być może już wkrótce „Wawelskie Smoki” znowu zaczną zionąć ogniem. I być może „Smocza Jama” – jak nazywana była kiedyś hala Wisły – znów przez wiele lat będzie bastionem nie do zdobycia.

 

 

TWÓRCY CHWAŁY BIAŁEJ GWIAZDY

 

Trenerzy:
Jerzy Groyecki, Jan Mikułowski, Michał Mochnacki, Jerzy Bętkowski, Zdzisław Dąbrowski, Tadeusz Pacuła, Ludwik Miętta-Mikołajewicz, Zdzislaw Kassyk, Andrzej Seweryn, Marcin Kasperzec, Maciej Gorgoń, Wojciech Downar-Zapolski i wielu innych.

 

Zawodnicy:

Paweł Stok, Edward Szostak, Jacek Arlet, Roman Paszkowski, Zbigniew Hegerle, Andrzej Kowalówka, Tadeusz Pawlik, Jan Rotter, Zdzisław Dąbrowski, Stefan Wójcik, Roman Pyjos, Tadeusz Pacuła, Jerzy Bętkowski, Tadeusz Swoboda, Ryszard Niewodowski, Wincenty Wawro, Maciej Wężyk, Bohdan Likszo, Wiesław Langiewicz, Krystian Czernichowski, Czesław Malec, Edward Grzywna, Andrzej Seweryn, Piotr Langosz, Marek Ładniak, Andrzej Łędzki, Maciej Pietrzyk, Adam Gardzina, Jacek Międzik, Jacek Dolczewski, Janusz Seweryn, Krzysztof Fikiel, Zbigniew Kudłacz, Zbigniew Bogucki, Marek Sobczyński, Tadeusz Rozwora i wielu innych.