Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Tutaj poruszamy wszystkie sprawy związane z kibicowaniem.

Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kwassek » 27 lis 2011, o 15:56

Aby nieco zaangażować Was w jakieś większe działanie - które może być pouczające i zajawiające małolatów do aktywnego uczestniczenia w życiu kibicowskim - proponujemy aby raz na jakiś czas ktoś skrobnął opis ciekawego wyjazdu. Prosimy aby opis ten nie był zbyt krótki - miły dla ucha i oka (najlepiej opatrzony jakimiś foto). Najciekawsze z opisów będziemy na bieżąco prezentować na głównej stronie SKWK.

ZAPRASZAMY DO ZABAWY!
Avatar użytkownika
kwassek
 
Posty: 134
Dołączył(a): 23 lis 2011, o 21:36

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez kwassek » 27 lis 2011, o 15:58

BRNO - 10.11.2004

Wyjazd do Brna w roku 2004 pozostanie zarówno dla mnie jak i dla kilku moich przyjaciół niezapomniany pod wieloma względami, a powodów jest co najmniej kilkanaście. Nie wiem czy zdarzę je wszystkie wymienić, gdyż z perspektywy czasu było to już dość dawno a lata lecą, jednakże postaram się w kilkudziesięciu zdaniach przybliżyć wam historię tego dziwnego, niesamowicie emocjonującego wyjazd do Czech.


Już po zapisach na wyjazd, które odbyły się w pierwszych dniach listopada wiedzieliśmy że emocji na pewno nie zabraknie. Z racji tego iż był to pierwszy po wielu latach oficjalny wyjazd Euroligowy za czasów ery Can-Packu, tytularny sponsor naszego klubu postanowił nam zafundować darmową przejażdżkę na tenże mecz. Kiedy ówczesny kierownik drużyny, szef marketingu i w ogóle człowiek instytucja – Robert Strupiechowski przyniósł kartkę na zapisy dla osób kumatych, wiedzieliśmy że z zebraniem składu nie będzie problemu a ekipa wyjazdowa będzie niezwykle wesoła. Wszak rezerwacja 30 miejsc dla grupy trzymającej władzę, a pozostałe 20 dla ultraso- koszowych maniaków przebiegła niezwykle sprawnie, nie trzeba było dopraszać do autokaru osób spoza pewnego kręgu i środowiska. Pozostał tylko jedyny mankament …. wyczekiwanie na dzień wyjazdu.


W końcu nadszedł upragniony dzień, kiedy to wesoły autokar znienawidzonej przez nas od tego wyjazdu firmy Antałek, podjechał w godzinach wczesnoporannych pod wiślacką halę, i punktualnie o godzinie 8.00 wyruszył do oddalonego o 300 km czeskiego Brna. Po kilku kilometrach jazdy wiedzieliśmy już, że ze zwiedzania raczej nici, skoro zatrzymywaliśmy się na każdej stacji benzynowej, aby uzupełniać swoje zapasy. Po ok. 2 h jazdy dotarliśmy do Andrychowa skąd zwijaliśmy ostatnią ekipę – chłopaków z Brzeszcz – pozostało zatem powolnym żółwim tempem w niesamowicie wesołym autokarze kontynuować podróż do czeskiej mieściny. I tak w zasadzie mijały nam kolejne godziny na wspólnych rozmowach, poznawaniu się oraz kolejnych postojach na stacjach benzynowych.


Do komicznej sytuacji doszło bowiem na jednej z pierwszych stacji w kraju naszych sąsiadów, kiedy to jeden z chłopaków widząc ogromny ruch w sklepie postanowił pożyczyć się paczki red bulli. Pech chciał, że sprzedawczyni okazała się bardziej cwana od owego delikwenta i postanowiła wyruszyć na pościg w kierunku naszego autokaru aby odzyskać zapożyczone puszki napoju energetycznego. Jakaż była nasza radość kiedy owa kobieta wparowała do autokaru i oznajmiła: „Błagam oddajcie te Red bulle – bierzcie ile chcecie piwa”… W tym momencie a autokarze zapanowała euforia, kobieta wiedziała już, że nie do końca przemyślała swoje słowa. I tak grupa 50 kibiców Białej Gwiazdy w ekspresowym tempie wysypała się z autokaru, aby uzupełnić zapasy darmowym piwem. Jak widać stacja ta przygotowana była na tego typu sytuacje, i w owych czasach 200 butelek nie robiło im żadnej różnicy.


Zadowoleni i napojeni mogliśmy ruszyć w dalszą podróż, zatrzymując się oczywiście co kawałek w celu skorzystania z WC oraz na papieroska. Kolejną przygodę, która niestety okazała się być tragiczna w skutkach (gdyż to właśnie ona zadecydowała o naszych dalszych przygodach) zanotowaliśmy ok. godz. 15.00 na jednej ze stacji oddalonych o 100 km od Brna. Mam nadzieję że z matematyką u Was nie najgorzej i potrafiliście policzyć, iż nieco ponad 200 km jechaliśmy dokładnie 7h . Tak więc podczas kolejnego postoju na stacji benzynowej, jedni z nas raczyli się obiadem, jeszcze inni kolejnymi złocistymi trunkami i papierosami, a 2 spośród naszych kolegów udało się w teren poszukując idealnego miejsca na jakieś wiślacki wrzut. I tak na oddalonym o ok. 200 metrów murze , na drugim końcu stacji tuż obok postoju dla Tirów, powstał piękny napis Wisła Kraków on Tour. Jak się później okazało jeden z Tirowców w trakcie powstawania tego arcydzieła postanowił przez CB radio wezwać policję. Kiedy już zaczęliśmy wyjeżdżać z parkingu zajechał on drogę naszemu autokarowi i postanowił przyblokować nas do czasu przyjazdu stróżów prawa. W tym momencie niestety nerwy zaczęły nam puszczać i kierowca został postawiony w dość nie komfortowej sytuacji. Mimo uporczywych nawoływań oraz bardzo mocnych słów (jeden z naszych kolegów po szalu chciał go nawet wysadzić z autobusu i samemu poprowadzić ów pojazd) pozostał nieugięty – musieliśmy poczekać na przyjazd policji. Jak się jednak okazało panowie Policjanci okazali się nadzwyczaj spokojni i poprosili nas abyśmy się dogadali z właścicielką stacji. Ta oczywiście kalkulując koszty malowania liczyła sobie bardzo kosmiczne ceny puszek farby, jednakże w przeliczeniu na 50 osobową ekipę musieliśmy zrobić zrzutkę do kapelusza po ok. 5 zł. I tak po przejściu przez autobus i dopełnieniu formalności w postaci wręczenia Pani właścicielce zawartości owej czapki mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.


Tuż po godz. 17.00 wjechaliśmy wreszcie do miasta, jednakże w związku z tym iż nie znaliśmy adresu hali, oraz w związku z panującymi na mieście korkami, pod obiekt w którym rozgrywany był mecz dotarliśmy dopiero 10 minut przed rozpoczęciem spotkania. W związku z małą ilością czasu jak dzieliła nas od meczu, zostawiliśmy wszystko w autokarze autokarze udaliśmy się w kierunku hali. Spodziewając się należytej kontroli zebraliśmy się tuż obok wejścia czekając na wszystkich kompanów naszej wycieczki, aby zwartą grupą wejść na obiekt. Widok biednego dziadziusia kontrolującego bilety rozochocił wszystkich do tego stopnia, iż tego dnia było wiadome iż klub z Brna ufunduje bilety dla kibiców spod znaku Białej Gwiazdy. Po dotarciu na sektor rozpoczynamy nasz doping. Z wiadomych względów do dopingu nie ma więcej niż 25 osób, jednakże nawet w takiej ilości dawaliśmy sobie świetnie radę. W drugiej kwarcie część z naszych kolegów postanowiła wybrać się na przechadzkę na przeciwległą stronę hali i udało im się wbić do młyna miejscowych. Czesi będący w wielkim szoku, nie spostrzegli się nawet iż jednemu z naszych udało się nawet dostać do bębna… Radości tego dnia nie było końca, a ów bohaterski wyczyn oraz niemoc miejscowych skwitowaliśmy gromkimi brawami. Kiedy na początku czwartej kwarty wynik został niemalże przesądzony – postanowiliśmy sobie nieco umilić czas, pompując wszystkie spośród ponad 150 balonów które miały stworzyć oprawę. Pech chciał, że humory wszystkim dopisywały, a na parkiecie niewiele się działo i tak balony zamiast w rękach i w górze wylądowały wszystkie pod koszem miejscowych, spadając na parkiet z wysokości około 7 metrów. I tak przymusowa przerwa w grze, strzelanie z balonów – na parkiecie oczywiście lądowały kolejne, a przerwa w dopingu miejscowych stworzyła nam możliwość kolejnego zaznaczenia o sobie i pokazania po raz pierwszy całej Europie o sile Białej Gwiazdy. Oczywiście po w/w wydarzeniach związanych zarówno z biletami jak i z balonami, na sektorze ląduje słownie 3 policjantów którzy myśleli że wymuszą na nas uiszczenie opłaty za oglądanie tego wspaniałego widowiska, jednakże w tym dniu nie było na nas silnych. I tak pierwszy wyjazdowy mecz w Eurolidze zakończył się srogą porażką 80-59, jednakże koszykarki doceniając nasz doping i całodzienny trud w dotarciu na to spotkanie, podeszły do naszego sektora chcąc podziękować brawami za nasze wsparcie.


A że emocji tego dnia nie brakowało, wyjazd nie mógł zakończyć się w zwyczajny sposób. W trakcie robienia pamiątkowych zdjęć oraz rozmów z koszykarkami w okolicy ich autobusu, jeden z naszych kolegów po szalu niczym Wilson Kipketer pokonał sprintem prawie pół kilometrowy odcinek dzielący nas od hali do parkingu, chcąc oznajmić nam szokującą nowinę – mianowicie kierowca naszego autobusu postanowił uciec do Polski. Wszak jak się później dowiedzieliśmy bał się o własne życie i zdrowie. I tak w listopadowy mroźny wieczór (temperatura ok. 1 stopnia), niektórzy pozostając bez kurtek a nawet bluz oraz paszportów, wiedzieliśmy, że powrotna podróż do Polski będzie niemałą przygodą. Postanowiliśmy pertraktować jeszcze z naszymi działaczami otaczając autokar koszykarek i nie zezwalając im na dalszą jazdę, jednakże zepchnięci przez licznie już zgromadzone oddziały czeskiej policji musieliśmy odpuścić sprawę. Na wysokości zadania stanął jednakże Robert Stupiechowski, który w ostatnim momencie wyskoczył z autokaru w samym garniturze, stawiając na szali swoją karierę zawodową i dalszą pracę w TS Wisła, chcąc nam pomóc. I tak w asyście policji rozpoczęliśmy ponad 30 minutowy przemarsz na przystanek tramwajowy. Telefony do konsula sprawiły, iż na koszt czeskiego konsulatu mogliśmy udać się w dalszą podróż do Polski. Jednakże zanim do tego doszło musieliśmy pokonać w tramwaju w asyście kamer telewizyjnych oraz policji niemalże całe miasto. I tak do pociągu zostały nam 2 h, które spędziliśmy na tworzeniu listy nazwisk oraz odwiedzeniu pobliski pubów (czeska policja w odróżnieniu od naszej w kulturalny sposób tłumaczyła nam gdzie można wybrać się na miasto oraz nie robiła jakichkolwiek problemów). Po powrocie na dworzec dokończono tworzenie owej listy na której znalazły się takie osobowości jak Grzegorz Lato, Adam Małysz i inni. Kiedy podjechał już pociąg, zapakowaliśmy się do kilku przedziałów i udaliśmy się w podróż w kierunku Polski. Niestety, aby tego było mało, musieliśmy być bardzo czujni gdyż mniej więcej w połowie czasu podróży musieliśmy przesiąść się do kolejnego z czeskich pociągów. Hitem podróży była piosenka „Jesteś Szalona” którą dwójka spośród naszych kibiców puszczała niemalże w kółko przez 4h chodząc po całym pociągu i nie dając zasnąć nikomu z nas.


Po dojeździe do Cieszyna i w miarę sprawnym przekroczeniu granicy (niektórzy z nas przekraczali granicę na pożyczonych dokumentach od kolegów ze względu na to iż ich dokumenty pozostały w feralnym autokarze), jeden z radiowozów znajdujących się tuż przy granicy, oznajmił iż za 10 min odjeżdża nam ostatni autobus do Krakowa, który tego dnia – w święto niepodległości kursował na tej trasie. Nie namyślając się 50 osobowa ekipa z wrzaskiem na ustach, eskortowana przez 2 radiowozy, pokonała niemalże sprintem cały Cieszyn i w ostatniej chwili dotarła na owy autobus – którego odjazd zaplanowano na godzinę 6.30 rano. Kierowca, kiedy zobaczył hordę zdyszanych zamaskowanych mężczyzn – stwierdził że z takim bydłem nie będzie jechał. Jednakże policjanci widząc naszą frustrację oraz epitety lecące w kierunku owego dżentelmena wymusili na nim konieczność zabrania nas do stolicy Małopolski. I tak po skrupulatnym skasowaniu nas na 18 zł od osoby, ruszyliśmy w dalszą – ostatnią część podróży. Po około 2,5 h dotarliśmy wreszcie do Krakowa i powoli zaczynaliśmy wysiadać na poszczególnych przystankach PKS. Grupa wysiadająca na dworcu głównym oczywiście na domiar złego musiała zaliczyć kolejną przygodę, jaką było odbicie z rąk policjantów jednego z naszych kibiców, który po wyjściu z autokaru został zatrzymany. Jednakże były to inne czasu i po szarpaninie i kilku kuksańcach wszyscy mogli spokojnie rozbiec się w swoim kierunku mając w świadomości fakt, iż wszyscy spokojnie wrócą do domów. Nam pozostała jeszcze wizyta na Wiśle i odbiór z depozytu wszystkich rzeczy jakie znajdowały się w autokarze.


I tak bliski wyjazd – zakończył się dla nas po 26 h. Wyjazd który na pewno pozostał w pamięci wszystkim którzy tego dnia mieli przyjemność podróżować do czeskiego Brna. Kończąc tą historię, chciałbym Wam życzyć podobnych przygód i wojaży i zachęcić do jak najczęstszego wybierania się na wyjazdy – nie tylko piłkarskie ale i też koszykarskie. A póki co pozostaje mi tylko napisać tyle – WSZYSCY NA SPARTAK!!!!

AVE WISŁA

(Kwassek)




Obrazek
Avatar użytkownika
kwassek
 
Posty: 134
Dołączył(a): 23 lis 2011, o 21:36

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez kielba - UW 03' » 29 lis 2011, o 13:24

Niedawny wyjazd do Londynu na Lige Europy : Urodzeni Wiślacy 03' on tour!

Londyn, kolejne miasto, które przyszło nam zwiedzić w podróży znanej jako "Wisła On Tour". Cofając sie w czasie pamiętam, że zaraz po losowaniu właśnie z tego wyjazdu ucieszyłem się najbardziej, Angielska stolica, angielskie puby, angielskie stadiony i oczywiście mój ukochany angielski West Ham United.

Po pierwszej wygranej w LE lecieliśmy na mecz z Fulham z nadziejami na kolejne punkty. Ale po kolei. Już samo bukowanie biletów dostarczyło nam sporo emocji. Wycofanie się jednego z koleżków X spowodowało, że nasze portfele uszczupliły się o pewną sumę pieniędzy. Masa telefonów, próśb, załatwień i w jego miejsce melduje się stały wyjazdowicz Mateusz. W tym momencie nasz wyjazdowy skład uznałem za kompletny. Jak zwykle przy okazji wyjazdów towarzyszą mi Tomek i Szymon. Taka nasza wyjazdowa grupa wzajemnej adoracji. W tą podróż zabrali się z nami jeszcze Tomek 2, Rafał, Sebastian i Bartek. Dzień naszego wylotu przypadł na środę wieczór. Godzina 15:00 zaczynamy operacje Fulham - Wisła! Punkt 18 meldujemy się na krakowskich Balicach, gdzie czekają już na nas M i M. Głośne przywitanie i udajemy się na kilka głębszych lotniskowych! Rozmowy, wspominanie wyjazdu do Holandii, śmiechy i tak oto zbliżyliśmy do godziny odprawy na samolot. Odprawa ta zapoczątkowała serie przygód, które mogły przydarzyć się tylko prawdziwym fanatykom. Coraz niżej opadająca mgła i kolejne przełożone lądowania do Katowic powodowały coraz to bardziej nerwową atmosferę. W czasie kiedy wszyscy spoglądali w tablice odlotów my udaliśmy się na spotkanie z celnikami. Kontrola bezproblemowa i znajdujemy się w strefie sklepów bezcłowych. Jakie było nasze rozczarowanie kiedy okazało się, że wódka w Unii Europejskiej wcale nie jest taka tania! Nie zraziło nas to i w ruch idą pierwsze funty! Zaraz po wyjściu okazuję się jednak, że nasz lot został definitywnie odwołany. Zostajemy wypuszczeni ze strefy tanich zakupów i znów znajdujemy w głównej hali lotniska. Pierwsze dyskusje, znaki zapytania skąd jak i kiedy. Maksymalne wkurzenie ogarnia nas w chwili kiedy dowiadujemy się nie będziemy mieć lotu zastępczego i przebukowanie biletów nie jest możliwe. Oznaczało to dla nas tyle, że opuścimy mecz w Londynie! Nas miałoby zabraknąć? Nie, nie i jeszcze raz nie! Byliśmy od dawna za bardzo nakręceni, żeby tak łatwo odpuścić. W tym momencie do akcji wkroczył Marek. W wiślackim towarzystwie bardziej znany jako krutki. Nie jest to błąd ortograficzny. Sam Patryk Małecki podkreślał na łamach "Przeglądu Sportowego" że ma być "u" a nie "ó"!! Jego stanowcze tłumaczenie upartej pani w kasie lotniska spowodowało przynajmniej próby znalezienia wolnych miejsc w innych samolotach. W grę wchodziły lotniska w Katowicach i w Poznaniu. Delikatnie braliśmy pod uwagę Warszawę. Jakie było nasze zaskoczenie gdy okazało się, że jedyny wolny lot jest z ... Gdańska. Szybka konsternacja co dalej. Dziesięć minut później podejmujemy decyzje. Panowie jedziemy nad morze !! Dzięki znajomościom Marylki bus przyjeżdża po nas koło godziny 22 i tak w dziewiętnaście osób ruszamy w stronę gdańskiego lotniska. Pierwsze kilometry mijają a my żądamy postoju na pierwszej lepszej stacji benzynowej. Tak też się dzieje! Po godzinie zatrzymujemy sie i dokonujemy pierwszych i ostatnich zakupów na tej trasie. Oczywiście dominuje woda ognista w postaci 40 procentowych wyborowych. Od tego momentu śmiało mogę powiedzieć, że w busie tym jechała wesoła brygada, której przez większą część jazdy nie pozwoliliśmy spać! Choć i my na chwilę zaliczyliśmy krainę snów co potwierdziło, że nawet najtrwalsi melanżownicy mają swoje granice! I tak podróż, która miała trwać dwie godziny przerodziła się w w kilkunastogodzinną wyprawę. Gdybym nie był uczestnikiem tych wydarzeń czytając to trudno by mi było uwierzyć, że jest na świecie ktoś, kto dla oglądnięcia meczu jest gotów zrobić wszystko. Tyle, że dla nas mecz to tylko mecz. Dla nas liczy się obecność, liczy się wyjazd, liczy się przygoda! Wracając do podróży to w Gdańsku meldujemy się około godziny 6! Do wyloty prawie cztery godziny więc Ci bardziej zmęczeni kładą się spać a reszta znów szuka lokalu, w którym zasmakujemy wzmacnianych soków! Przyznam że po naszym przybyciu lotnisko wyglądało jak przytułek dla bezdomnych. Zmęczeni nocnym życiem, o przepraszam nocnym piciem chłopaki śpiący pod szybą! Sam nie mogąc doczekać się odlotu spróbowałem odlecieć helikopterem. Tyle, że ten nie latał a po wrzuceniu 2 złotych zaczął kręcić się na boki i grać! Tak tak była to zabawka dziecięca, w którą zmieściło się moje stukilowe ciało! Śmiechu było przy tym co niemiara! Równie wesołą przygodę miał Szymon, który z nie do końca trzeźwym umysłem paradował przed kamerami Polsatu! Tu za namową Marka zjedliśmy chyba najdroższe śniadanie w życiu! Nadeszła godzina odlotu.. Odprawa i długa kolejka przed nami. W tym momencie pojawia sie kilkunasto osobowa ekipa Lechii Gdańsk, która nie zwracając na nikogo uwagi stanowczo przechodzi obok wszystkich i wchodzi na pokład jako pierwsza. My jako zaprzyjaźnieni kibice Wisły podążamy w ich ślady. Zamieszanie, komentarze pod nosem i znów wyszło, że kibice są źli. Trudno ale chciałem mieć miejsce przy oknie. Meldujemy się w samolocie i wesołej atmosferze wzbijamy się w przestworza! Teraz śmiało mogę już powiedzieć : Anglio nadciągamy! Sam Londyn wita nam tamtejszą policją na pokładzie i wyprowadzeniem jednego z członków lotu. Kara to dożywotni zakaz latania liniami RYANAIR! Ech stracili takiego dobrego klienta, ale to problem tej linii a nie mój. Początkowo pogoda dopisuje. Udajemy się na przystanek i autobusem docieramy do centrum Londynu. Zdziwienie Mateusza, który nie wierzy, że bilet kosztował go 10 funtów - bezcenne. Po przybyciu na miejsce raczymy się prawdziwym angielskim hamburgerem. Tu gubimy Szymka, który udaje się do znajomych a My na zwiedzanie "Londka". Big Ben, pałac królowej. park, w którym Mateusz czuł się jak w Jumanji. Kaczki, łabędzie i wiewiórki, które nie bały się ludzi wywoływały szerokie uśmiechy u najmłodszych uczestników wyprawy. Właśnie tam z naszymi angielskimi kolegami Łukaszem i Przemkiem raczyliśmy się polską gorzką żołądkową! Po przypieczętowaniu znajomości polsko-angielskiej udajemy się na miejsce zbiórki kibiców Wisły. Przyznam się, że od rana chodziła mi myśl żeby umówić spotkanie z pewną wadowiczanką, które z różnych przyczyn przed meczem nie doszło do skutku. Szkoda zważywszy na fakt, że udała się do Londynu dzień przed nami. Po dotarciu na rynek na własnej skórze przekonujemy się jak wygląda pogoda na wyspach. Deszcz i wiatr zmuszają nas do ewakuacji do pobliskiego pubu. Razem z ekipą z Zatora i Oświęcimia całkowicie opanowaliśmy lokal. Śpiewom nie było końca. Litry wypitego piwa powodowały coraz to głośniejsze dźwięki płynące z sali na której siedzieliśmy. Upomnienia barmanów nie pomagały a wręcz nakręcały nas to bycia jeszcze głośniejszymi. Kiedy powiedzieliśmy sobie dość udajemy się do metra którym z małymi problemami docieramy do dzielnicy Londynu, w której mieści się stadion naszego rywala! Kultura i nastawienie policjantów to pierwsza rzecz jaką zauważam po wyjściu na peron. Krótka wymiana zdań z funkcjonariuszem, który mówił do nas równie łamaną polszczyzną co ja do niego angielszczyzną, ale jak to bywa w takich przypadkach dogadaliśmy się oczywiście. Droga na stadion ukazuje jak wielu polaków mieszkających na wyspach udało się na ten mecz. Oczywiście nie wszyscy byli kibicami Wisły ale chcieli obejrzeć polską drużynę walczącą o punkty na angielskich boiskach. Moim sokolim wzrokiem zauważyłem kibiców np. Jagielloni, Prądniczanki, Śląska a nawet Legii Warszawa. Samo spotkanie bez emocji, chociaż bramka na 1:1 dała nam nadzieje na korzystny wynik. Skończyło się laniem choć wyniki 1:4 nie do końca sprawiedliwie oddaje to co działo się na boisku. Na trybunach natomiast piękne 3:0 dla nas. Udowodniliśmy fanom Fulham, że przy nas to kibicowska c-klasa! Praktycznie ciągły doping płynący z naszych sektorów miał nieść naszych grajków do zwycięstwa. Niestety tylko my dostowaliśmy się do poziomu ligi europejskiej. Pokazaliśmy na angielskich trybunach siłę Armii Białej Gwiazdy!! Muszę dodać że świece dymne spowodowały mały popłoch wśród miejscowej policji stadionowej przekonanej że pali się ich zabytkowy stadion. Jakim cudem? Stadion Fulham to zabytek a trybuna na której siedzieliśmy była drewniana,. Przerwa meczu to chyba najmilsze 15 minut od dawna. Wszak nie wszystko mogę wyciągnąć na światło dzienne więc zachowam dla siebie rzeczy które się wtedy działy. Po meczu spotkanie ze znajomymi pod stadionem, szybkie pożegnanie i wyprawa do McDonalda. Nocny autobus z powrotem na lotnisko a na nim ostatnia Whiskey którą kupiłem jeszcze w Gdańsku! Powrót do Polski już bez przygód. No może ten lans taksówką z Balic do samych Wadowic! Tak oto kończy się jedna z najfajniejszych podróży za Wisłą w tym roku. Podróży która pokazała jak bardzo mamy poukładane w głowach i jak głęboko Wisłę w sercach. Na pewno nasza 19 stała się pozytywnymi bohaterami kibiców bo ilu jest takich którzy zdecydowali by się na to co my. Teraz jeśli ktoś mi powie że się nie da dotrzeć na mecz z jakiegoś powodu uśmiechne się i opowiem mu tą historię. Na koniec muszę podziękować kilku osobom bez których ta podróż nie była by tak udana. Przede wszystkim Markowi (za wsparcie obca walutą), Łukaszowi i Przemkowi (za angielskie śniadanie i lity złocistego napoju), Tomkowi i Szymonowi (za to że jesteście zawsze jak was potrzebuje) Ani (wiesz za co, brak zdjęcia nadrobimy w Danii) Marylce (za niesamowitą drogę do Gdańska) Gośce i Jolancie (za ochronę moich dóbr osobistych) i dla reszty o której zapomniałem.

Do zobaczenia na wiślackim szlaku :

Darek "Kiełba" - Urodzeni Wiślacy 03'
Obrazek
Urodzeni Wiślacy 03' - WADOWICE
Avatar użytkownika
kielba - UW 03'
 
Posty: 13
Dołączył(a): 27 lis 2011, o 12:59

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez Ala1955 » 30 lis 2011, o 08:10

Tylko mały dopisek do postu Kiełba powyżej:
Mnie najbardziej zapadło w pamięć jeszcze przed rozpoczęciem podróży pesymistyczne przekonanie jednego z naszej 19-tki, który jako kierowca twierdził z całym przekonaniem, że nie da się dojechać busem do Gdańska tak, żeby zdążyć przed odlotem samolotu. I jego zdziwienie, ze bus przebył trasę Balice - Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy w Gdańsku w ciągu 6,5 godziny a my rzeczywiście czekaliśmy jeszcze na samolot prawie 4 godziny. Bezcenne :>
...bo w Twoich barwach jest Gwiazdy blask...
Avatar użytkownika
Ala1955
 
Posty: 24
Dołączył(a): 28 lis 2011, o 12:29

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez JOLAN » 10 gru 2011, o 01:15

No powiem wam że byłem na kilkunastu wyjazdach za granicą ale takich przygód ja w/w nie miałe, mam nadzieje że jeszcze się doczekam takich przygód.
Avatar użytkownika
JOLAN
 
Posty: 41
Dołączył(a): 27 lis 2011, o 23:47

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez R22 » 10 gru 2011, o 15:26

dobry wyjazd to był w 2006 roku a dokładniej dwa wyjazdy połączone w jeden.
1.11.2006 Wisła grała w Sopronie w meczu Euroligi
2.11.2006 Wisła grała w Nancy w meczu Pucharu Uefy...
3.11.2006 Lechia w Chorzowie - mecz odwołany z powodu opadów śniegu... (tak w listopadzie padał śnieg :P )

3 tys kilometrów w 3 dni - Kwassek powinien posiadać dokładny opis tego wyjazdu.
R22
 
Posty: 25
Dołączył(a): 28 lis 2011, o 22:56

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez sb1906 » 11 gru 2011, o 23:37

Ala1955-> i całe szczęście, że ten pesymista kierowca nie był kierowcą tego busa bo byśmy dojechali może max do Warszawy hehe Będzie troche więcej czasu to opiszę coś ciekawego...
sb1906
 
Posty: 4
Dołączył(a): 10 gru 2011, o 01:19

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez A i M » 27 gru 2011, o 14:09

Coś do poczytania-nasza relacja z wyjazdu do Holandii :) Milego czytania! :tanczy:

Po eskapadzie do najodleglejszego miasta w Polsce- Świnoujścia czekał nas niezwykle atrakcyjny wyjazd do Holandii. Państwo to chwali się za wszechobecną tolerancję. Jak się okazało dotyczy ona jedynie pewnych odchyleń. Gdy zaś przyjeżdżają kibice z Polski traktowani są gorzej niż bydło.
Wrzesień był dla nas osobiście ciężkim pod względem funduszy miesiącem. Aby jechać na ten wyjazd byłyśmy zmuszone kolejny raz się zapożyczyć, ale my wyznajemy zasadę, że żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło. A Wyjazd Rzecz Święta! Dla nas wyjazd do Enschede zaczyna się ok. południa w środę, kiedy to wyruszamy pociągiem ze stolicy Podkarpacia. Ze względu na remonty torów na tym odcinku podróż do Krakowa wydłuża się z 2,5 h do prawie 3,5 h.
Na zbiórkę przybywamy nieco wcześniej. Dzięki temu mamy okazję pożegnać jeden z pierwszych autokarów wiozących Wiślaków na mecz. Autokary SKWK przyjeżdżają pod halę z 1,5 h opóźnieniem ze względu na wypadek przed Krakowem. Zziębnięci pakujemy się do autokarów i zajmujemy miejsca. Ku zaskoczeniu wszystkich okazuje się, że dla kilku osób brakuje miejsc, lecz po sprawdzeniu listy problem zostaje rozwiązany. Każdy dostaje voucher i ulotkę z informacjami dla kibiców gości przygotowaną przez Twente. Można było w niej znaleźć m. in. życzenia przyjemnego pobytu od burmistrza Enschede, a także zapewnienia policji holenderskiej o miłym i przyjaznym powitaniu. W świetle późniejszych zdarzeń zapewnienia te wydają się co najmniej śmieszne. Ok. 21 oba autokary ruszają w ślad za naszym klubem.
Podróż przebiega dość szybko, gdyż praktycznie cały czas jedziemy autostradą. We Wrocławiu dosiada się do naszego autokaru ostatni pasażer. Świetna atmosfera, wiślackie śpiewy i film „Green Street Hooligans” umilają nam podróż. W Niemczech napotykamy na pewne problemy, które opóźniają naszą podróż. Przekonujemy się, że nauka języka niemieckiego jest jednak przydatna i że w Niemczech nadal panuje pewien stereotyp Polaka. Problemy udaje się szczęśliwie rozwiązać i ruszamy w dalszą drogę. Czas, który straciliśmy, inny z wiślackich autokarów wykorzystuje na odpoczynek i posilenie się w pewnym niemieckim miasteczku.
„Kraina lasów” wita nas pięknym słońcem i … obstawą policji. Zaraz za granicą mamy przymusowy postój, gdzie sprawdzane są przez panów mundurowych vouchery i dokumenty. Następnie ok. 13 zostajemy przewiezieni ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu na … lotnisko Twente. Ktoś z autokaru żartuje, że przywieźli nas tu byśmy przywitali naszych piłkarzy, ale ich ani widu ani słychu. Próbujemy rozmawiać z mundurowymi, aby przewieźli nas tam, gdzie będzie coś można kupić zjeść i pić, ale oni nie chcą nawet o tym słyszeć. Dowiadujemy się, że do centrum Enschede jest z 6 km. Rozważamy możliwość, aby się tam przejść z buta. Na ok. 10 min zostajemy pozostawieni na lotnisku bez obstawy, ale wkrótce zjawiają się kolejne wiślackie autokary wraz z dodatkowymi jednostkami policji. Dostajemy wiadomość, że zostaniemy tu tak długo, aż wszyscy nasi kibice się tu nie zbiorą. Wiemy już, że szybko nas stąd nie przewiozą, więc wykorzystujemy czas na odpoczynek na holenderskiej „trawce” ( bez żadnych skojarzeń;)). O kupieniu czegoś do jedzenia, picia albo o skorzystaniu z toalety oczywiście mogliśmy tylko pomarzyć. Na zwiedzanie tego dnia także nie mieliśmy, co liczyć. Niektórym z osób, którzy przybyli do Enschede innymi niż my środkami transportu, udało się dotrzeć do centrum miasta, ale szybko zostali wyłapani i wylegitymowani. Ostrzeżono ich także, że jeśli znów pojawią się w centrum Enschede, to zostaną zatrzymani.
Ok. 15 zostajemy przetransportowani okrężnymi drogami pod stadion Twente. W namiocie rodem z festynów zostajemy skrupulatnie sprawdzani. Przeszukiwane są nawet najmniejsze kieszenie, portfele. Nam osobiście odebrane zostają jakże groźne pierścionki. Na szczęście udaje nam się uchronić je przed wrzuceniem do kosza. Każdy z nas zostaje także dokładnie obmacany przez panów i panie policjantki. Trzeba zauważyć, że kobiety nie zawsze były przeszukiwane przez panie, jak powinno to wyglądać zgodnie z prawem. O samej kontroli można powiedzieć tyle: dobrze, że nie kazali jeszcze majtek ściągać. Panom przeszukującym wpadł także do głowy jakże ciekawy pomysł rozkręcania bębnów. Na szczęście zostali od tego pomysłu odwiedzeni. Nie pozwolono jednak na wniesienie pałek do bębnów, więc o pomocy bębnów w dopingu w trakcie meczu mogliśmy już zapomnieć.
Po traumie w namiocie naszym oczom ukazuje się osławiona strefa kibica przypominająca bardziej miejsce budowy. Jeśli ktoś spodziewał się tam chociażby ławek do siedzenia albo liczył na to, że zje porządny obiad to się mocno rozczarował. Do kupienia były jedynie frytki za 3 euro, mały kubek coli za 2 euro i piwo bezalkoholowe za bodajże 4 euro. Rarytas, prawda?! Siąść można było jedynie na kamieniach obok jakże uroczego strumyka, z którego unosiła się „przyjemna” woń. Niezwykle atrakcyjnie prezentowały się pisuary na świeżym powietrzu, a także luksusowe toalety dla pań w postaci kabin toi toi. Gospodarze liczyli na to, że umilą nam czas muzyką, ale nikt nie miał nastroju i siły na potańcówkę na przygotowanym do tego parkiecie. Za to wiele śmiechu przysporzyli czule obejmujący się panowie stewardzi. Wiadomo… „liberalna” Homolandia. A zaraz obok mnóstwo policji, w tym także na koniach, traktujących kibiców jak bydło… Pałowanie bez większego powodu, w tym także kobiet, bezpodstawne aresztowania… To było to „przyjazne” przywitanie przez policję, o którym zapewniali w ulotce?! Widocznie termin „gościnność” jest w Holandii inaczej pojmowany.
Po „mile” spędzonym czasie w strefie kibica ok. 17:30 pierwsi fani zostali wpuszczeni na sektor. Przy kołowrotkach zostajemy ponownie sprawdzani mimo wcześniejszej jakże skrupulatnej kontroli. Wchodzimy na sektor, gdzie witają nas zakurzone krzesełka. Sam stadion nie robi wielkiego wrażenia. Przykuwa uwagę jedynie stromość trybun i nieodbudowany dach zawalonej trybuny, którą zajmowaliśmy. Na stadionie wygłodniali kibice mają już większy wybór posiłków za odpowiednią opłatą. Można także skorzystać z brudnych toalet bez luster i pisuarów. Odczekujemy swoje i wreszcie mecz się rozpoczyna. W pierwszej połowie prowadzimy w miarę regularny i głośny doping, szczególnie po bramce dla Wisły. Stewardom bardzo przeszkadzają nasi kibice stojący przy balkoniku, oczywiście tylko nasi kibice, bo ci po drugiej stronie już nie. Twente praktycznie przez cały mecz prowadzi doping, naszym zdaniem nie „powalający na kolana”. Nasz sektor bogato przyozdobiony zostaje flagami. Pod koniec pierwszej połowy na dole dodatkowo zawisła zdobyta przez naszym kibiców flaga Twente. W przerwie meczu ochrona podejmuje nieskuteczną próbę ściągnięcia jej. Na sektorze dowiadujemy się, że spora grupa osób nie została wpuszczona ze względu na domniemane sfałszowane vouchery. Rozmowy i tłumaczenia są nieskuteczne i cześć naszych fanów trafia do aresztu.
Mecz kończy się niestety wynikiem 4-1 dla Twente. W miarę szybko zostajemy wypuszczeni z sektora i udajemy się do swoich autokarów. Nasz autokar na szczęście jest pełny i może ruszać w drogę powrotną do Polski. Inni zaś są zmuszeni czekać na powrót zatrzymanych lub przewiezionych do szpitala kolegów. Podjeżdzamy kilkanaście metrów i okazuje się, że panowie mundurowi stwierdzili, że chcą wszystkie autokary eskortować razem. Czekamy więc dalej, a przy okazji widzimy kolejnych kibiców dowożonych z aresztu. Ok. 23 policjanci kolejny raz zmieniają zdanie i autokary SKWK ruszają do Krakowa. Bez żalu opuszczamy kraj tulipanów. Niektórzy jednak zmuszeni byli przedłużyć swój pobyt w podobno jednym z najbardziej „liberalnych” krajów na świecie…
Podróż powrotna przebiega spokojnie i w dość smętnej atmosferze. Głównie nadrabiamy brak snu i planujemy kolejne wojaże, tym razem po Polsce. Każdy z nas ma swoich faworytów w losowaniu Pucharu Polski, jedni liczą na daleką podróż do Wejherowa, inni wolą pomścić Lechię w Limanowej. Na postojach spotykamy znajomych z innych autokarów, mnóstwo śmiechu, żartów i pamiątkowe zdjęcia. Przed 15 przybywamy do Krakowa. Nas czeka jeszcze szybki sprint na stację PKP i prawie 4 h w pociągu. Pierwszy wyjazd w Lidze Europejskiej dobiegł końca, krótki odpoczynek, a następnego dnia z powrotem do Krakowa, by z rana wyruszyć pociągiem specjalnym do Warszawy. Życie na spidzie, a jak;)

Wyjazd Rzecz Święta!
Obrazek
Wyjazd Rzecz Święta!
Avatar użytkownika
A i M
 
Posty: 12
Dołączył(a): 28 lis 2011, o 23:17
Lokalizacja: Rzeszów

Re: Był niegdyś taki wyjazd!

Postprzez PenQ » 27 gru 2011, o 15:08

A i M napisał(a): Następnie ok. 13 zostajemy przewiezieni ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu na … lotnisko Twente. Ktoś z autokaru żartuje, że przywieźli nas tu byśmy przywitali naszych piłkarzy, ale ich ani widu ani słychu. Próbujemy rozmawiać z mundurowymi, aby przewieźli nas tam, gdzie będzie coś można kupić zjeść i pić, ale oni nie chcą nawet o tym słyszeć. Dowiadujemy się, że do centrum Enschede jest z 6 km. Rozważamy możliwość, aby się tam przejść z buta. Na ok. 10 min zostajemy pozostawieni na lotnisku bez obstawy, ale wkrótce zjawiają się kolejne wiślackie autokary wraz z dodatkowymi jednostkami policji. Dostajemy wiadomość, że zostaniemy tu tak długo, aż wszyscy nasi kibice się tu nie zbiorą. Wiemy już, że szybko nas stąd nie przewiozą, więc wykorzystujemy czas na odpoczynek na holenderskiej „trawce” ( bez żadnych skojarzeń;)). O kupieniu czegoś do jedzenia, picia albo o skorzystaniu z toalety oczywiście mogliśmy tylko pomarzyć. Na zwiedzanie tego dnia także nie mieliśmy, co liczyć. Niektórym z osób, którzy przybyli do Enschede innymi niż my środkami transportu, udało się dotrzeć do centrum miasta, ale szybko zostali wyłapani i wylegitymowani. Ostrzeżono ich także, że jeśli znów pojawią się w centrum Enschede, to zostaną zatrzymani.


Że tak powiem dla chcącego nic trudnego ;) Do granic miasta stamtąd było około 5/6 km, a do centrum kolejne 3/4 bo szło się dość długo. Będąc w Holandii i nie odwiedzając pewnych miejsc byłoby to grzechem więc widząc, że holenderskie psiaki słabo Nas pilnują poszliśmy zwiedzać lotnisko we 4 osoby. Moja determinacja była tak wielka, że powiedziałem sobie jak Pono "Pierdole to" i nie będę dłużej tu siedział, znikliśmy stamtąd. Barwy zostały w autokarze i wybraliśmy się na spory spacer.

W połowie drogi do Enschede zatrzymały Nas 2 pojazdy policyjne i myśleliśmy, ze jesteśmy w dupie bo albo nas eskortują do strefy albo na lotnisko. Był tam razem z policjantami Polak , nie wierzyliśmy, że to psiak bo był zbyt miły ( może ktoś z ambasady) i uwierzył, ze jesteśmy z miasta obok (Angello czy jakoś tak) i wybraliśmy się na spacer - może strój sportowy go zmylił ;) Przestrzegł Nas jedynie przez holenderskimi chuliganami, których przez 2,5 godziny nie widzieliśmy wcale.. W mieście połaziliśmy trochę i skierowaliśmy się do centrum wiedząc, że jest tam Nasz pkt przeznaczenia.

Niestety obok Nas szli kibice Wisły w barwach i zostaliśmy otoczeni z 2 stron przez psy na koniach :jazda: Kolega udawał, że nie słyszy, ale i to nie pomogło.. Nie pomogła również wersja kolegi, że jesteśmy z Ukrainy :lol3: Zostaliśmy zmuszeni pokazać dowody osobiste bo grozili przesiedzeniem meczu na komisariacie i wydało się, że jesteśmy z Polski. Na pytanie dlaczego kolega kłamał, że jest Ukraińcem, pies dostał odpowiedz, że urodził się w Polsce, ale mieszka na Ukrainie :lol: Chyba nie uwierzyli... Pokazali nam karteczkę w języku polskim, że zostaliśmy spisani i jak wrócimy tu jeszcze raz to zostajemy przewiezieni na komisariat. Była to słaba opcja i poszliśmy w boczne uliczki ku radości znajdując to czego szukaliśmy ;)
"Uprawiaj sztukę pokoju lewą ręką, zaś sztukę wojny prawą"
Avatar użytkownika
PenQ
 
Posty: 38
Dołączył(a): 27 lis 2011, o 18:41

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez scorQpion » 25 sty 2012, o 19:07

Kod: Zaznacz cały
Nie pomogła również wersja kolegi, że jesteśmy z Ukrainy :lol3: Zostaliśmy zmuszeni pokazać dowody osobiste bo grozili przesiedzeniem meczu na komisariacie i wydało się, że jesteśmy z Polski. Na pytanie dlaczego kolega kłamał, że jest Ukraińcem, pies dostał odpowiedz, że urodził się w Polsce, ale mieszka na Ukrainie :lol: Chyba nie uwierzyli...

hehe ważne że udało nam się choć trochę zwiedzić Enschede jako jedyni z autokarów 8-)
Obrazek
przed tym jak wyprosili nas z rynku
Avatar użytkownika
scorQpion
 
Posty: 85
Dołączył(a): 27 lis 2011, o 23:30

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Zeko » 25 sty 2012, o 20:00

scorQpion napisał(a):hehe ważne że udało nam się choć trochę zwiedzić Enschede jako jedyni z autokarów

Akurat jeden z autokarów w całości nie miał żadnych problemów w długim zwiedzaniu miasteczka obok o nazwie Hengelo (dla co po niektórych było to bardzo wyczerpujące zwiedzanie ;) )
Zeko
 
Posty: 22
Dołączył(a): 27 lis 2011, o 23:14

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Ala1955 » 8 mar 2012, o 19:46

Oto relacja Kiełby - wklejam na jego prośbę ;)

Gdańskie rewiry.

Nadszedł ten dzień w którym na terminarzu rodzimej ekstraklasy obok siebie w parze stanęły moja Wisła i jeszcze bardziej ukochana gdańska Lechia. Chyba każdy kto ma w Gdańsku „brata” czeka na ten wyjazd z utęsknieniem. Przynajmniej jest tak z moją skromną osobą. Trzeci marzec roku 2012 – oto krótka historia weekendu spędzonego u „Władców Północy”.
Sam wyjazd ogarnięty został dośc sprawnie, chociaż na kilka dni przed wyjazdem pojawiły się pierwsze problemy personalne z którymi jednak szybko sobie poradziliśmy. Spotkanie w umówionym i dobrze znanym miejscu. Pierwsze „piony”, uśmiechy, browary, przywitania i powoli zbieramy się w nocną podróż przez Polskę. Biało-Zieloni nadjeżdżamy! Sam przejazd bez większych wpadek i historii godnych zaznaczenia. Jeśli w jednym autokarze zbiera się takie nagromadzenie charakterów z Wadowic, Jaworzna, Chrzanowa, Krakowa to wiedz, że podróż minie w iście weselnej atmosferze. Tym razem też nie było inaczej. W autobusie moc złocistego napoju potocznie zwanego browarem oraz tego bardziej przeźroczystego spowodowała że śpiewom nie było końca. Postoje urozmaicone racami, "achtungami" i głośnym komunikowaniu miejscowym kto zmierza na mecz. Wszystko jednak jak najbardziej z kulturą i zdrowym rozsądkiem. Po kilku godzinach u niektórych sen wziął w górę i w miarę upływu kilometrów powoli robiło się coraz ciszej. Ci którzy nie polegli nocną jazdę spokojnie mogą uznac za zabawę życia.
Sam Gdańsk wita nas słońcem i gdańskim browarem. Parkowanie, krótki sen i udajemy się w miasto! Już na wstępie podziękowania dla Michała za uratowanie naszych portfeli. Wadowicki odłam autobusu udaje się na starówkę by spotkac\ć samochodową grupę z papieskiego miasta i naszą gdańską brać. Ci którzy zapragnęli podróży miejscowymi środkami transportu jadą do Sopotu by nawdychac się miejscowego … jodu . Sam czas do meczu spędzamy w jednym z gdańskich lokali racząc się piwem którego nazwy nie pamiętam. Na godzine przed meczem udajemy się na spotkanie z resztą przyjaciół którzy odebrali nas po drodze na Arenę. Sam nie wiem dlaczego, ale pierwsze słowa które usłyszałem to nie było cześc, witajcie czy inny mówiony rodzaj przywitania. Na początek do moich uszu dotarły słowa NA ZDROWIE  Szybki przemarsz pod nowy stadion Lechii znów śpiewając pod niebiosa o przyjaźni na lini Kraków - Gdańśk. Samo wejście też sprawne. Mecz jak mecz. 90 minut i wychodzimy. I wtedy tykająca imprezowo bomba wybuchła. Słynny kibicowski bar został opanowany, a zabawa toczyła się w najlepsze. Dziękujemy słowami braci się nie traci! Całe szczęście że nasi zaczęli się zbierac w momencie w którym prawa powieka opadała mi szybciej niż lewa . Krótki sen i ranny powrót do domu. Jazda przez dzień zupełnie nie różniła się od tej z nocy. Może tylko tym że większość spała jeszcze przed startem niż pod koniec podróży . Chciałbym tu jednak napomniec o pewnym fakcie. Mianowicie o tym jak media w tym kraju wywierają wpływ na psychike i durne myślenie obywateli. Po raz kolejny byłem świadkiem jak w obawie przed kibolską szarańczą pracownicy CPNów w pośpiechu blokują drzwi i odmawiają nam normalnej sprzedaży czy skorzystania z WC. Do tego policja która bez prawnie blokowała niektóre wjazdy na stacje czy parkingi przydrożne. Ludzie przestańcie oglądac TVN bo naprawdę źle się dzieje w waszych głowach. Nic się ma jednak do tego fakt że podczas powrotu z Belgii zatrzymała nas pracownica bramek na autostradzie tłumacząc że poczekamy sobie na przyjazd strażników teksasu. Szkoda że ludzie odbierają Nas jako zło konieczne. Minimalizm myślenia i ramy nakreślone przez pismaków wyborczej którzy na miejscu stadionów najchętniej wybudowaliby pola golfowe są nie do zrozumienia. Na koniec podziękowania dla tych bo byli! Pozytywni Wariaci!

Do zobaczenia na kibicowskim szlaku! AVE WISŁA


A ode mnie kilka słów komentarza: blokowane były przez policję wszystkie wjazdy na stacje benzynowe, a my chcieliśmy po kilku godzinach jazdy autokarem zjeść coś ciepłego. I nie rozbawiło nas stwierdzenie jednego z policjantów: (cytat) "napiszcie sobie petycję do Tuska". Dopiero stwierdzenie kierowcy, że 'dalej nie pojedzie, bo należy mu się przerwa na posiłek i jeśli nie zje czegoś ciepłego nie będzie w stanie zagwarantować bezpieczeństwa pasażerom więc zatrzymuje pojazd" otworzyła nam wjazd na kolejną stację i umożliwiła zjedzenie czegoś ciepłego, skorzystanie z toalety - zwłaszcza paniom - i spowodowała, że dalszą część podróży odbyliśmy w świetnych humorach.
Do zobaczenia na wiślackim szlaku!
...bo w Twoich barwach jest Gwiazdy blask...
Avatar użytkownika
Ala1955
 
Posty: 24
Dołączył(a): 28 lis 2011, o 12:29

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Madritista » 8 mar 2012, o 20:44

W drodze do Gdańska i z powrotem pociągami też nie było problemem spotkać czteronogich. Do Gdańska kończyło się na wizytach w przedziałach w celu wręczenia absurdalnych mandatów, z nad morza już "chłopacy" jechali z nami, przy okazji na każdym kroku prowokując nas. Na dworcach można było usłyszeć ostrzeżenia aby nie wsiadać do naszych wagonów, nazywając nas "zwierzyną", bo nie wiadomo co możemy zrobić.
Paranoja jest w tym kraju. Ukryte państwo POlicyjne.
Avatar użytkownika
Madritista
 
Posty: 59
Dołączył(a): 7 lut 2012, o 13:33

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Above » 15 mar 2012, o 20:40

Poszukuję zdjęć naszych sektorów z wyjazdów:

Górnik Zabrze 5.11.2005 (1-0)
Mattersburg - Wiedeń 4.08.2006 (1-1)
Górnik Łęczna 17.09.2006 (1-1)
ŁKS Łódź 19.11.2006 (1-2)
Odra Wodzisław (PE) 23.03.2007 (0-2)
Odra Wodzisław 5.05.2007 (1-2)
GKS Bełchatów 22.05.2007 (2-1)
GKS Bełchatów (PE) 7.06.2007 (0-2)
GKS Bełchatów (PE) 3.10.2007 (1-1)
Zagłębie Sosnowiec 25.11.2007 (3-1)
Jagiellonia Białystok (PE) 26.02.2008 (1-1)
Legia Warszawa 26.10.2008 (1-2)
Odra Wodzisław 12.11.2008 (2-0)
Arka Gdynia 21.08.2009 (1-0)
Hetman Zamość (PP) 23.09.2009 (3-0)
Dolcan Ząbki (PP) 21.09.2010 (1-0)

Chodzi mi o zdjęcia naszych sektorów z perspektywy murawy, najlepiej jak obejmują cały sektor.
Za każde zdjęcie będę bardzo wdzięczny :salut:

Jeśli moderatorzy uznają, że mój post nadaje się do innego tematu proszę przenieść, byle nie kasować ;)
Obrazek
Above
 
Posty: 124
Dołączył(a): 27 lis 2011, o 13:56

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Ala1955 » 18 mar 2012, o 18:00

Above napisał(a):Poszukuję zdjęć naszych sektorów z wyjazdów:

Odra Wodzisław 12.11.2008 (2-0)
Hetman Zamość (PP) 23.09.2009 (3-0)
Dolcan Ząbki (PP) 21.09.2010 (1-0)

Chodzi mi o zdjęcia naszych sektorów z perspektywy murawy, najlepiej jak obejmują cały sektor.
Za każde zdjęcie będę bardzo wdzięczny :salut:

Jeśli moderatorzy uznają, że mój post nadaje się do innego tematu proszę przenieść, byle nie kasować ;)


Mam zdjecia takie o jakich piszesz z Wodzisławia (12.11.2008) z Zamościa i Zabek. Jeśli chcesz je dostać podaj mi na priva swój adres mailowy to prześlę
...bo w Twoich barwach jest Gwiazdy blask...
Avatar użytkownika
Ala1955
 
Posty: 24
Dołączył(a): 28 lis 2011, o 12:29

Następna strona

Powrót do Armia Białej Gwiazdy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości