Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Tutaj poruszamy wszystkie sprawy związane z kibicowaniem.

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kkk » 28 kwi 2013, o 22:59

Oj!, atrakcji to było w tamtych czasach, było.. szczególnym miejscem był Śląsk a zwłaszcza Chorzów :lol: , oni to mieli z nami jazde w tamtych czasach, niby czołówka huligańska, wg. pismaków, a dla nas to tylko jedna z wielu ekip, która notorycznie obrywała :) A na Śląsku menta nas wyjątkowo nie lubiła i zawsze po meczach robiła nam tzw. ścieżkę zdrowia. Lali nas i gonili, tylko czasem udawało się stawić jakiś opór ale generalnie nie było wiekszych szans się postawić, chyba, ze byliśmy już w pociągu, który stanowił pewną barykadę, Raz właśnie w Chorzowie, po meczu pociąg opóźnił odjazd gdzieś ok. 45-60 minut ze względu na bitwe miedzy nami a hanysowską mentą. Ale zapamietali nam to i po jakimś czasie taki nam wpierdol spuścili po meczu w Sosnowcu, że wielu z nas miało poważne obrażenia ciała.
kkk
 
Posty: 39
Dołączył(a): 4 lip 2012, o 23:44

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Pattros » 28 kwi 2013, o 23:11

Historię usłyszałem z ust ojca kilka razy i postanowiłem ją opisać :)

Jako że jest on mało pamiętny do dat więc nie wiem kiedy mecz miał dokładnie miejsc, prawie na pewno był to rok 88/89. Oczywiście mecz Legią, ojciec wtedy 17 lat więc mamie powiedział że idzie na imprezę :) Szybka zbiórka i wyjazd do W-wy. Jako że nigdy nie jeździł z większą grupą bo po prostu nie był żadnym chuliganem, a zadymy poza stadionem go specjalnie nie bawiły. Szybka podróż, oczywiście zakrapiana, takie czasy. Każdy pociąg z Krakowa skanowany przez Legię. Głowa w dół, szybka ewakuacja z dworca i powoli na stadion. Pojechali z kolegami bez barw (kiedyś ku zaskoczeniu wielu nie kosztowały one 30 zł w strefie kibica). Szybki marsz na stadion, wokół ogromna ilość Legii. Powoli zbliżał się sektor gości, szybszy krok i sprintem dołączenie do Wiślackiej Braci. Mecz jak mecz wtedy Wisła chyba wygrała (był jeszcze wyjazd rok temu i jeden z tych meczy Wisła wygrała, a drugi przegrała). Droga powrotna teraz już ze wszystkimi do pociągu do Krakowa, wszystko wyliczone, w Krakowie powinien być pociąg ok. 3 w nocy, powrót do domu po "imprezie" i do spania. Lecz najgorsze dopiero nadeszło, do pociągu wpadła milicja wyjeb*ła wszystkich z pociągu, pałowanie, jakieś zamieszki. Skończyło się na czekaniu kilka godzin na kolejny pociąg i powrót do domu ok.9, oczywiście na ojca już czekał wpierdol. Dziadek wcześniej wrócił z pracy (też kibic), babcia mu powiedziała że ojciec na meczu... "Ale jakim k*rwa meczu, przecież Wisła grała w Warszawie!". Potem możecie sobie wyobrazić co się działo :) Drugi Heysel :) Ale warto było mimo, że tym razem nie wyszło tak jak rok wcześniej :jazda:
Tylko Ty! W moim sercu Ty!
Avatar użytkownika
Pattros
 
Posty: 46
Dołączył(a): 11 lut 2012, o 18:12
Lokalizacja: Zielonki

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kkk » 28 kwi 2013, o 23:27

W 86 i 87 nie gralismy na wyjeździ z Legią, chyba. Graliśmy w II Lidze (obecnie I Liga). Może to był 85 lub 88 rok?
kkk
 
Posty: 39
Dołączył(a): 4 lip 2012, o 23:44

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Pattros » 28 kwi 2013, o 23:31

Teraz sprawdziłem, pierwszy sezon 88/89, a drugi 89/90 :) W pierwszym sezonie na wyjeździe 4:0 w plecy a w drugim 0:3 dla Nas :)
Tylko Ty! W moim sercu Ty!
Avatar użytkownika
Pattros
 
Posty: 46
Dołączył(a): 11 lut 2012, o 18:12
Lokalizacja: Zielonki

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kkk » 28 kwi 2013, o 23:38

Na 3:0 dla nas byłem, coś koło 300 osób, pamietam było zimno i mecz przy jupiterach. Byliśmy super bandą i Legia nie miała do nas startu. W zasadzie wiele się nie działo, oprócz tego, że nas obrzucili kamieniami. Spisaliśmy wtedy kupe ulic, nawet samochody jeździły z hasłem "Wisła".
kkk
 
Posty: 39
Dołączył(a): 4 lip 2012, o 23:44

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kkk » 25 maja 2013, o 01:39

No i przyszedł czas na bydgoskiego Zawiszę. Nigdy wcześniej tam nie byłem więc nie było szans na spokojny sen przez ostatnie trzy noce. A ostatnia była tą wyjazdową więc w ogóle nie zmrużyłem oka.
Pamiętam, były dwa pociągi jadące w stronę Bydgoszczy. Pierwszy jechał po 23.00 a drugi po 1.00. Wybrałem opcję drugą. Przychodze na dworzec a tu zero Wisły, myślę ku.. no ale wsiadam i trochę zdegustowany zajmuję przedział. Pociąg rusza. Po jakimś czasie otwiera się przedzial, patrze a tu znana mi twarz, poznana kilka wyjazdów wcześniej, z Prądnika Czerwonego wchodzi do przedziału. Okazuje się, że też jest sam. No tu już raźniej jest i jedziemy do Bydgoszczy. Ustalamy, ze wysiadamy w Toruniu, bo prawdopodobnie spotkamy tam Wisłę, która pojechała pierwszym pociągiem.
Wysiadamy zatem w Toruniu w godzinach rannych po czym idziemy na miasto w poszukiwaniu wiślaków.
W końcu po ok. godzinie napotkany wiślak informuje nas, ze cała ekipa siedzi w knajpie nad Wisłą :). No to idziemy i zastajemy tak kilkudziesięciu kibiców z grodu Kraka. Jest tam już ekpia z Azorów na czele z B, jest mocna ekipa z Huty, jest mocna 5-tka, są chłopaki z Kazimierza i jeszcze kilku krakowskich osiedli. Myślę, no.. będzie dobrze.
Dołączamy wiec do biesiady i popijamy spokojnie piwko, do... czasu, bo w pewnym momencie okazuje się, ze ktoś z Torunia twierdzi, ze nie lubi Wisły i to w dodadku goscie dość dobrze wyglądający. No i się zaczyna. my mamy liczebną przewagę, ale tamci to jakieś kozaki bo opór stawiają, cofają sią, ale stawiają.
Bójka przenosi się nad sam brzeg Wisły. Myslę, ku..a zaraz ktoś się zacznie topić, ale jakos w końcu tamci zaczynają mięknąć i się wycofują.
Za chwilę przyjadą psiaki i zaczną się problemy.
W końcu idziemy w obstawie na dworzec, by udać się do Bydgoszczy. Przechodząc przez most zaczyna sie zamieszanie, bo chłopaki coś tam jadą ostro psiarni. Ci się wkurzają i próbują powinąć prowodyrów, w końcu po długotrwałych utarczkach zawijają R, którego nie udaje sie odbić. Nas odprowadzają na dworzec, skąd po jakimś czasie odjeżdżamy do Bydgoszczy.
Wysiadamy na jakiejś lokalnej stacji, gdzieś niedaleko stadionu Zawiszy. Ogarniam sobie cała sytuację i stwierdzam, że na kilkadziesiat osób idących może 5% jest w miarę, miarę trzeźwych, a ja najtrzeźwiejszy :shock: (z sytuacją gdzie dwóch prowadzi jednego spotkałem się chyba po raz pierwszy na wyjeździe) Niedość, że najtrzeźwiejszy to w dodatku najmłodszy :shock:
Idziemy najpierw wzdłuż torów, a później skręcamy w zabudowania.
Idziemy, idziemy i czym bliżej stadionu, zaczął sie pojawiać Zawisza
Ale musiało jeszcze trochę czasu do meczu pozostać, bo to były raczej mniej zorganizowane grupki.
W końcu weszliśmy na stadion w sąsiedztwie sektora miejscowych i przegoniliśmy tych co nas chccieli przywitać na koronie stadionu krojąc jakieś szaliki. Nie był to jakiś ostry dym, ale psiarnia zagoniła nas, dla naszego bezpieczeństwa :lol: (w końcu mecz miało oglądnąć kilkanaście tysięcy ludzi i jak na tamte czasy to spora publika) do klatki .
Pierwszy raz wówczas spotkałem się z klatką dla przyjezdnych.
Zawisza, który raczej nie miał chyba w zwyczaju oschle witac gości podszedł do nas ekipą przed rozpoczęciem meczu na koronie stadionu. Udało nam się przerwać kordon i pogoniliśmy ich w stronę własnego sektoru znowu krojąc trochę szalików. No i znowu to psiejsko wpadło i znowu nas przegoniło do klatki.
Sam mecz jak mecz. Wrażęnie natomiast robiło dwadziescia tysięcy ludzi, którzy w pewnym momencie zaczęli prezentować meksykańska falę.
No i idzie do nas fala, dochodzi a chłopaki, m.in. B z Azorów wpadli na pomysł, że dołączamy się do fali. Więc wszyscy (no może część) wstają , a było nas 98 osób, i ściągając spodnie wypinają gołe dupska :D
Stadion zaczyna gwizdać, "a my (dalej) swoje" :lol: Fala dochodzi znowu do naszej klatki to coraz więcej osób ściga majty i wypina dupska :).
Trzeci raz już chyba nie doszła, bo miejscowi się zdegustowali i postanowili prowadzić inny rodzaj dopingu.
Kończy się pierwsza połowa meczu i po raz kolejny odwiedzają nas miejscowi.
W kilkunastu/kilkudziesieciu podchodzą pod klatkę i się patrzą.
Nasza reakcja jest natychmiastowa...rzucamy im szalik Zawiszy, najpierw jeden, potem drugi a na końcu większość kolekcji.
Widząc, że akcja ma duże "wzięcie" zaczynamy im w końcu rzucać pieniądze :)
W sumie druga połowa już bez historii oprócz oczywiście wzajemnych bluzg.
Po meczu psiarnia czeka aż stadion opustoszeje i dopiero wówczas wypuszczają nas z klatki.
Kurcze, jak sobie teraz nawet przypomnę tą klatkę to aż mnie dreszcz przechodzi. Wyrwano mi wtedy jakieś takie poczucie wolności. Do tamtego czasu nikt, nigdzie i nigdy w niczym podobnym mnie nie zamknął mimo, ze na wyjazdy smigałem już wtedy z górą 3 lata a na mecze w Krakowie chodziłem przynajmniej od dobrych lat 5-ciu, a tu taka niemiła niespodzianka. Klatka była bardzo wąska a siatka była dość wysoka, bo jak chłopaki rzucali te szaliki to niektóre z nich zatrzymywały się na klatce i tzreba było ponownie rzucić
Drogi na dworzec nie pamiętam dokładnie. Prawdopodobnie zawiozła nas psiarnia lodówami, choć tu nie jestem do końca pewien.

Wchodzimy więc na Główny w Bydgoszczy i od razu kilku z nas pośpiesznie maszeruje do dworcowego baru.
W momencie kiedy ja wchodzę jest już po pierwszym starciu. Prawdopodobnie pierwszych trzech wiślaków, którzy pospiesznie wpadli do baru przywitała znaczna grupa Bydgoszczan. Chłopaki sie postawili (był tam m.in. wariat M z Prądnika Białego, straszny kozak małej postury), ale raczej dostali po głowach. Dopiero nasza cala grupa, która zmierzała i weszla do baru po klikudziesięciu sekundach uderzyła ostro na miejscowych.Nasze wkurwienie było duże i ta akcja Zawiszy podziałala na wszystkich jak płachta na byka.
Z baru na dworzec, potem na perony, aż wreszcie przed wejście dworcowe. Wypadamy a tam dobrych kilka setek miejscowych głów stoi i czeka nie wiadomo na co :). Chyba na nas... I się doczekali. Pamiętam laliśmy wszystkich którzy stanęli nam na drodze. Nie pamiętam by ktoś postawił większy opór. Z dworca wbiliśmy się kilkaset metrów w stronę miasta goniąc za czarno niebieskimi barwami, ale z tego co pamiętam był to krótkotrwałe, bowiem zaraz miał odjechać pociąg do Krakowa.
Wyjazd mocno zakorzeniony w mojej pamięci.
Ostatnio edytowano 26 maja 2013, o 00:29 przez kkk, łącznie edytowano 1 raz
kkk
 
Posty: 39
Dołączył(a): 4 lip 2012, o 23:44

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Deyz » 25 maja 2013, o 12:08

@KKK
Świetna relacja, mógłbyś powiedzieć w którym to było roku?
W epoce miliona kamer, takie akcje są teraz niespotykane..
P.S. Liczę na więcej relacji :)
Nie trzeba być faszystą, by dbać o ziemie Ojczystą.
Avatar użytkownika
Deyz
 
Posty: 234
Dołączył(a): 30 lis 2011, o 16:34

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kkk » 26 maja 2013, o 00:35

Oczywiście. To ten mecz: http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... C3%B3w_2:0
Ps. Umówmy się tak. Ja zdam dwie relacje ze starych wyjazdów, za Twoją jedną z obecnych ;) Co Ty na to?
kkk
 
Posty: 39
Dołączył(a): 4 lip 2012, o 23:44

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Deyz » 26 maja 2013, o 15:18

Jak na razie nie mam zbytnio o czym opowiadać, bo dopiero zaczynam jeździć. Mogę tylko powiedzieć, że jadąc busem do Wrocka, zatrzymaliśmy się na szybkie załatwienie się w jakiś toaletach przy autostradzie. Oczywiście większość odpaliła szlugi, a ja z paroma osobami złapałem się za klejenie vlepami tego budyneczku, po chwili wyskoczyła babka z jakimś typem i już dym, że robimy bydło i oczywiście telefon na policje :lol2:
Kumpel który był po kilku browarach, podleciał do drzwi z których zdrapywała vlepe i przykleił nową zaraz obok, a ona od razu ją wzięła i na nasz bus walnęła. Trochę się z niej pośmialiśmy i zawinęliśmy się w dalszą podróż.
Ostatnio edytowano 9 cze 2013, o 19:15 przez Deyz, łącznie edytowano 1 raz
Nie trzeba być faszystą, by dbać o ziemie Ojczystą.
Avatar użytkownika
Deyz
 
Posty: 234
Dołączył(a): 30 lis 2011, o 16:34

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kkk » 8 cze 2013, o 00:36

Dobry wyjazd. Najważniejsze, żeby nieść innym, czy to przez wlepki, czy inne gadżety, "Najjaśniejszą". Nie każdy może przecież bezpośrednio dostąpić jej cudownego blasku :D
Ale tą nogę to może wywal, jakaś taka niezbyt sympatycznie wygląda, choć wiadomo, że przecież na wyjazdy zabierają nas nogi.
Z drugiej jednak strony, mojego starszego kumpla, gdzieś koło roku 88 zabrali na wyjazd do Szczecina kumple z osiedla i nie było by pewnie nic w tym dziwnego, gdyby nie to, ze wyszedł on z domu w kapciach wyrzucić śmieci, spotkał chłopaków, strzelił z nimi na ławce lufe, pewnie najpierw jedną, drugą i trzecią, zostawił pod ławką pusty kosz i pojechał na Szczecin :lol:

Tak jak sam z osiedla wybrałem się na Zawiszę tak również na bytomskie Szombierki postanowiłem pojechać indywidualnie. Nie to, że zapragnąłem odrębności, ciszy i spokoju :), ale niestety jakoś z osiedla nikt z moich rówieśników się nie wybierał.
Zaplanowałem więc sobie dogodne połączenie do Bytomia by pojawić się o danej godzinie na stadionie Szombierek.
Pewnie liczyłem na to, ze kogoś spotkam na dworcu Kraków Główny, ale niestety w pociągu znalazłem się sam jak palec.
Schowałem więc mój ukochany szalik do reklamówki i pojechałem pociągiem do Katowic, gdzie wysiadłem i przesiadłem się na tramwaj do Bytomia.

Podróż tramwajem trwała w nieskończoność (z tego co pamiętam to jechałem, jechałem i jechałem) i czas się bardzo dłużył, lecz w końcu wsiadający kibice uświadomili mi, ze jestem w miejscu docelowym.
Jadę wiec skamuflowany w jednym wagonie z miejscowymi, napięcie sięga Zenitu, bo moje "święte barwy" są dość mocno zagrożone ponieważ reklamówka, w której wylądował szalik jest.... przeżroczysta. Teraz własnie to dopiero zauważyłem. Z jednej strony była taka biel matowa a z drugiej przeźroczysta. Myślę, kur.wa, k... ty debilu.

Zaczął się więc Bytom a ja skonsternowany nie wiedząc co robić i gdzie mam wysiąść postanowiłem skupić się na miejscowych. Wiadomo, tam gdzie oni wysiadają tam musi być stadion więc musze wysiąść i ja. Wpadłem jednak na pomysł, by nie rzucić się miejscowym w oczy wysiądę na następnym przystanku. Tak też uczyniłem. Oni wysiedli a ja zostałem w tramwaju.
Jadę więc... jadę...., i jadę.....
No jaja... bo jade dość długo i nagle się okazuje, ze dojechałem do Zabrza :shock:
Kur.a myślę, nie to jakiś żart, tutaj Bytom a za kilkanaście minut Zabrze, czyli inne miasto.
Wysiadam więc i heja na drugą stronę torów, na przystanek.
Tu znowu dłużące się czekanie... w końcu przyjeżdża dyliżans więc wsiadam i jadę z powrotem.
Patrzę na zegarek, mecz się już zaczął, ale jestem dobrej myśli, bo nikogo z miejscowych w tramwaju nie ma a ja przecież cały czas mam tą nieszczęsną, przeźroczystą reklamówkę.
W końcu dojeżdżam do Bytomia i wysiadam na przystanku w okolicy stadionu.
Idę do kas, kupuję bilet i w końcu wchodzę na mecz. I tu kolejny problem, wchodze po prostu od strony sektora miejscowych.
Próbuje więc niepostrzeżenie przejść na drugą stronę stadionu, gdzie siedzi wiślacka brać, ale na mojej drodze staje jakaś barierka przez która po prostu przejść nie można.
Pozostaje więc w tym miejscu i oglądam spokojnie mecz, z reklamówką w ręce patrząc na niebiesko-biało-czerwony sektor, który bawi się po drugiej stronie stadionu.
W końcu sędzia odgwizduje koniec pierwszej połowy, zamkniętą bramkę na koronie stadionu otwierają ochroniarze a ja cały happy, trzymając reklamówkę w dłoni przechodze pustym łukiem w strone wiślaków.
Na łuku wyciągam i ubieram szalik i krok po kroku dochodzę do naszego sektora.
Niespodziewanie Wisła wygrywa z Szombierkami, które przez grupe krakowską w sile ok.150-200 osób, zostały wówczas nazwane Sy Zy Ombierki, co było hitem tego meczu.
http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... C3%B3w_0:3

Jeśli chodzi o Bytom to zdecydowanie bardziej elektryzowała nas Polonia. W latach osiemdziesiątych to była bez wątpienia czołówka polskiej sceny kibicowskiej. osobiście miałem przyjemność oglądać ich po raz pierwszy w 1985 na Reymonta, kiedy z perspektywy Dziesiątki prezentowali się na prawdę bardzo dobrze. Wspomagani przez ich krakowską zgodę z tej lewej strony Błoń, stawili się w liczbie ok 500, co w tamtych czasach było liczbą bardzo dobrą i spośród kos prezentowali się, jak dla mnie, obok sosnowieckiego Zagłębia (tych było trochę mniej, jednak dążyli do starcia i sprowokowali niezłą bijatykę na stadionie Wawelu), najlepiej.

Pierwszy mój wyjazd na Polonię miał mieć miejsce jakoś na przełomie 89/90 roku. Musiał on wypaśc w środku tygodnia, bo był to Puchar Polski rozegrany dnia 30.08.1989 http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... C3%B3w_0:2
Przyjechaliśmy do Bytomia grupą około 80 może sto osób i już na dworcu można było dojść do wniosku, że jesteśmy tutaj nieproszonymi gośćmi.
Kiedy wychodziliśmy z dworca w obstawie milicji, nad nami, na wiadukcie stała i obserwowała nas około 30 osobowa grupa miejscowych. Padły jakieś pojedyncze bluzgi z obu stron i na tym skończył się pierwszy kontakt tego dnia z ekipą miejscowych.
Następny miał miejsce już na stadionie.
Otóż po wzajemnych uprzejmościach, które od czasu do czasu przerywały doping dla swojej drużyny, przyszedł czas na przerwę meczu.
Gospodarze zaczęli coraz liczniej zbierać sie w sąsiedztwie naszego, otoczonego przez może klikunastu (z jednej strony) psów, sektora.
Ekipa na wygląd niezła, a wśród naszych rówieśników wielu tez starszych chłopów, których wiek sięgał mocno ponad 4 dychy.
Nie wiem dokładnie ilu ich było, ale liczbowo ekipa podobna, czyli około 200 osób,
Zaczęło sie od wiąch z ich strony więc i my nie mogliśmy pozostać im dłużni.
Od słowa do slowa, aż w końcu Polonia spontanicznie ruszyła w naszą stronę.
Ruszyliśmy więc też i my.
Policja się pogubiła i za bardzo nie miała jak nas już powstrzymać więc doszło, najpierw do przerwania "kordonu" tych kilkunastu, może kilkudziesięciu ment i ataku na miejscowych. Nie był to atak i akcja jakichś wielkich rozmiarów. Po prostu Polonia się przeliczyła, skoczyła a po naszej kontrze się wycofała i stanęła w pewnej odległości, po tym jak psiarnia zaczęła zaprowadzać porządek.
Powrót upłynął nam spokojnie i w dobrych humorach po zwycięstwie Białej Gwiazdy.
Wyjazd jakich wiele w tamtym czasie.

Drugi mój z kolei wyjazd do Bytomia miał miejsce w 1995 roku, gdzie pojechało nas jednym pociągiem gdzieś koło 600-700 osób http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... C5%82a.jpg
Nie zawsze jednak taka liczba może przesądzić o zwycięstwie, choćby podczas jakiejś bójki a ten wyjazd był dobrym tego przykładem.
Duża ilość osób sprawiła, że wchodziliśmy na nasz sektor rozciągnięciu, po kilka, kilkanaście osób.
Wiecie jak jest:
Kupujesz bilet, przechodzisz bramke i idziesz w kierunku sektora.
A w Bytomiu od przejścia przez bramki do sektora był dobry kawałek drogi.
Najpierw trzeba było wejść na stadion, a potem pomaszerować w stronę sektora poprzez cały łuk na przeciwległą stronę.
Takie nasze rozciągłe przechodzenie i usytuowanie sektora miejscowych w niedalekim sąsiedztwie mogło jedynie doprowadzić do niezłej bijatyki.
Tej jednak nie było, choć doszło do kilkudziesięciosekundowego/kilkuminutowego starcia.
Właśnie kilkudziesięciu Bytomiam widząc to cale nasze wchodzenie i rozciągły ostentacyjny przemarsz, postanowiło zaatakować.
Jak ja już wszedłem, to zobaczyłem jak kilku Wślaków leje się z kilkunastoma Polonistami. Wmieszałem się w sytuację, dołączyły jeszcze ze dwie osoby i jakoś zepchnęliśmy miejscowych w stronę ich sektora, choć wcale to łatwe nie było. Nawet jak już wjechała psiarnia, to oni się cofali ale bili, więc należy uznać, że starcia nie wygraliśmy
Ale co dziwne, ci co przechodzili obok nas, nasi - rozciągnięci kibice - nie wiedzieli tak na prawdę jak się mają zachować.

To właśnie jest to, czasami lepiej pojechać mniejszą grupą, ale zorganizowaną i trzymać się razem, niż większą i mało zorganizowaną.
Zresztą, jak sobie przypomnę klika sytuacji okołomeczowych to one tylko to potwierdzają.
Potrafiliśmy nawet wygrywać starcia w przewadze liczebnej przeciwnika 10:1, a dowodem tego niech będzie nasze 8 dych i ponad 1000 Rucha w 1989(?) przed kasami na Reymonta, ale to tak na marginesie.

Po meczu Polonia spróbowała znowu szczęścia.
Kiedy szliśmy pod szczelną obstawą policji na dworzec, oni stanęli sobie w kilkunastu/kilkudziesięciu w bramie jakiejś kamienicy i przez kordon policji zaczęli nam coś wrzucać.
Tym razem mieli pecha. Nie spodziewali się chyba, ze się przebijemy i dość mocno ich zbijemy....
Fajny plakat okołomeczowy:
http://historiawisly.pl/wiki/index.php? ... _Bytom.JPG
Ostatnio edytowano 7 wrz 2013, o 00:15 przez kkk, łącznie edytowano 3 razy
kkk
 
Posty: 39
Dołączył(a): 4 lip 2012, o 23:44

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez swsTSW » 8 lip 2013, o 13:28

czy można też wrzucać relacje z ostatnich sezonów czy bardziej interesują was te starsze?:)
DZIELNICA X SWOSZOWICE
Avatar użytkownika
swsTSW
 
Posty: 13
Dołączył(a): 12 cze 2013, o 19:01

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez kkk » 7 wrz 2013, o 00:17

swsTSW napisał(a):czy można też wrzucać relacje z ostatnich sezonów czy bardziej interesują was te starsze?:)

No pewnie, że można.

Ps: Edytowalem wcześniejszego posta o wyjazdy do Bytomia
kkk
 
Posty: 39
Dołączył(a): 4 lip 2012, o 23:44

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez rwd » 9 wrz 2013, o 11:19

kkk awantura miała miejsce na Szombierkach jesli dobrze pamiętam a fotka jest chyba z Polonii
rwd
 
Posty: 46
Dołączył(a): 29 lis 2011, o 13:45

Re: Był niegdyś taki wyjazd! [Przyklejony]

Postprzez Prot » 29 lip 2015, o 13:02

Może nie o historii z wyjazdu chciałbym zapytać ale o historie gwiazdowych na Wiśle. Jeśli jest ktoś kto może sięgnąć pamięcią do najdawniejszych gniazdowych to z chęcią poczytam.
PS proszę o przeniesienie postu jeśli jest odpowiedniejszy temat
Avatar użytkownika
Prot
 
Posty: 16
Dołączył(a): 19 mar 2014, o 16:28
Lokalizacja: Północ

Poprzednia strona

Powrót do Armia Białej Gwiazdy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości