Sprawy SKWK:

Ostatnio na forum:

Jest pięknie dziś!
Wpisany przez SKWK   
czwartek, 14 grudnia 2017 16:17

alt

4-1 w Derbach!

Wczoraj po raz 197 raz rozegrano krakowską Świętą Wojnę. Biała Gwiazda wygrała to spotkanie 4-1, tym samym odnosząc najwyższe wyjazdowe zwycięstwo w oficjalnym meczu derbowym od… 1931 roku. Wtedy po dwóch golach Henryka Reymana, jednym Waleriana Kisielińskiego i trafieniu Stefana Lubowieckiego Biała Gwiazda pokonała zespół z gorszej strony Błoń 4-1.


Ten dzień z pewnością na długo zapamięta Radosław Sobolewski. Legenda Wisły, który ostatnio popisał się także niemałymi umiejętnościami aktorskimi w klubowym filmie promocyjnym po raz kolejny zapisał się w historii Białej Gwiazdy i to jeszcze w dzień swoich urodzin. Taki już los tych legendarnych, że co jakiś czas muszą odcisnąć swoje piętno na czasach, w których przyszło im żyć. Skromny, spokojny człowiek, wybitny piłkarz, który posiada predyspozycje na bycie świetnym trenerem utarł z pewnością nosa Michałowi Probierzowi. Zrobił to w swoim stylu: spokojnie, z klasą, jednocześnie z pełną świadomością tego, że od stycznia wróci do roli asystenta nowego szkoleniowca jakim będzie Joan Carillo. Bo taki właśnie jest Sobol-wiślak z krwi i kości, który zawsze przedkładał dobro Białej Gwiazdy ponad swoje interesy. Żeby jednak ten tekst nie zamienił się w monumentalny esej warto przede wszystkim zauważyć mądrość taktyczną naszego trenera, którą wykazał we wczorajszym meczu. Postawił na doświadczenie. Środek obrony tworzyli Głowacki z Wasilewskim, a Carlitosa w ataku wspierał Paweł Brożek. W wyniku tych decyzji Wisła zdobyła cztery gole, rywal zaledwie jedną, Wasilewski strzelił swoją pierwszą bramkę dla Wisły, odkurzony nieco „Broziu” zaliczył wczoraj dwie asysty, a jego współpraca z rozgrywającym kapitalne zawody Imazem układała się wprost rewelacyjnie. 34-letni piłkarz, który jest drugim najlepszym strzelcem w historii Białej Gwiazdy tym samym pokazał, że niektórzy zbyt wcześnie postawili na nim krzyżyk. W polskiej lidze tak doświadczony zawodnik wciąż znaczy dla drużyny bardzo wiele, co wczoraj wszyscy mogli zobaczyć sami. Całkiem przyzwoicie zagrał także Pol Llonch, czyli według wielu jeden z najbardziej pracowitych piłkarzy Białej Gwiazdy od czasów… Radosława Sobolewskiego. Bardzo dobrze grający w odbiorze Hiszpan, wniósł do środkowej strefy boiska dużo agresywności, jakże istotnej w meczach derbowych. Tyle o aspektach czysto piłkarskich.


Kibice Białej Gwiazdy na ten mecz wyruszyli spod Restauracji u Wiślaków o godzinie 18:00. Wykorzystaliśmy na ten mecz komplet przyznanych nam wejściówek. Niestety organizacja wejścia na sektor gości dalej przypomina standardy z czasów słusznie minionych. Przez widzimisie jednej osoby na stadion nie został wpuszczony transparent nawiązujący do najsłabszego ogniwa i Judasza. Dzięki wspaniałym pomysłom i ewidentnemu talentowi organizacyjnemu osób odpowiedzialnych za wejście na sektor ostatni kibice pojawili się na nim na początku drugiej połowy. Gwoli przypomnienia pod kasami klubu z gorszej strony Błoń pojawiliśmy się o godzinie 18:20… Na sektorze wywieszono flagi Wisła Sharks, małą flagę Psycho Fans, oraz flagę Widzewiaków z Piotrkowa. W czasie meczu, który nieco się przedłużył wspieraliśmy nieustannym dopingiem naszych piłkarzy, nie szczędząc przy tym uprzejmości sąsiadce. Po zakończeniu spotkania wspólnie z piłkarzami fetowaliśmy derbowe zwycięstwo, które dla każdej obecnej na sektorze osoby z pewnością będzie niezapomnianym przeżyciem. Po meczu odczekujemy swoje i około północy pojawiamy się z powrotem pod Starą Halą Wisły.


Kolejny akapit tego tekstu warto poświęcić nowemu szkoleniowcowi Białej Gwiazdy, jakim jest Joan Carillo. Rzadko na tej stronie pojawiają się cytaty z portalu Sport.pl, dziś jednak na chwilę można pochylić się nad artykułem Aleksandry Sieczki, którego bohaterem jest właśnie hiszpański trener. Oprócz kilku ciekawych spostrzeżeń na temat jego osobowości, sposobu prowadzenia dialogu z ludźmi, a także kwestii fascynacji taktyką nie brakło akcentów kibicowskich. Jako trener Hajduka Split Hiszpan mógł na własne oczy zobaczyć jak żywy jest kibicowski fanatyzm w tej części Europy, a także jak ogromny wpływ ma on na funkcjonowanie klubu. Kataloński trener od zawsze odnosił się z ogromnym szacunkiem do kibiców. Jeszcze w większym stopniu, gdy przejął stery w Splicie i przekonał się, że klub nie jest w najlepszej sytuacji finansowej, wyniki bywają różne, a kibice zawsze stoją za nim murem. - Są z niego dumni. Drużyna nigdy nie jest sama, a to oznacza dodatkowe przygotowanie mentalne do meczów. W każdym zespole kibice pragną zwycięstw, oczywiście, ale są przy tym inteligentni. Nie oszukasz ich, widzą naprawdę dużo. To bardzo ważne - podkreślał w wywiadzie dla telesport.telegram.hr.
Carrillo był pod wrażeniem, że niezależnie od tego, gdzie grają jego piłkarze, będą mieć wsparcie. Wpływy były wzajemne. Nie tylko Katalończyk wyrażał prawdziwą fascynację kibicowską kulturą, a. sami kibice znaleźli inspirację w ojczystym języku trenera.
Podopieczni Carrillo byli motywowani przez najzagorzalszych entuzjastów Hajduka okrzykami Vamos Cabrones, które na tyle przylgnęły do drużyny, że pojawiały się w szatni i na portalach kibicowskich jako wezwanie do wzmożonego wysiłku. W końcu głos zabrał sam szkoleniowiec. - Słowo cabron ma wiele znaczeń, ale w regionie, z którego pochodzę jest używane do określenia mądrej, inteligentnej i bardzo uzdolnionej osoby. Cabron to urodzony lider, zwycięzca. To jest właśnie to, czego szukam u swoich piłkarzy - wskazywał.

Kraków to kolejne miasto na drodze trenera, który swego czasu współpracował z Mauricio Pochettino- dzisiejszym trenerem Tottenham Hotspur. Gołym okiem widać, że jest to osoba otwarta i mimo pewnych różnic kulturowych jest w stanie zaadaptować się do otaczającego go otoczenia. Carillo wie, że szacunek do kibiców jest kluczowy i szanuje ich rolę we współczesnym futbolu. Może więc jest to idealny moment, abyśmy jako kibice Wisły zaczęli dostrzegać swoją niebagatelną rolę. Na naszych oczach pisze się historia, o czym świadczy chociażby wynik wczorajszych derbów. Na tak wspaniały triumf przy Kałuży czekało kilka pokoleń, my mogliśmy go zobaczyć na własne oczy. Dlatego wszyscy zapełniamy młyn na niedzielnym meczu z Zagłębiem, aby podziękować piłkarzom za zwycięstwo i skończyć rundę z klasą jak na Wisłę przystało. Po przewie zimowej wrócimy mocniejsi, nas na to po prostu stać. Wczoraj mieliśmy dopiero przedsmak.


Kraków Jest Nasz!

 

Poprawiony: niedziela, 17 grudnia 2017 21:56
 

Dodaj komentarz

Redakcja SKWK.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.
Kod antysapmowy
Odśwież