Opis wyjazdu do Białegostoku
Wpisany przez Adam76   
niedziela, 13 kwietnia 2008 00:00

 

Druga sobota kwietnia była, dla Wiślackiej Braci, okazją do wybrania się za drużyną Białej Gwiazdy do odległej dla nas stolicy Podlasia czyli Białegostoku. W tym dniu nasi gracze rozgrywali mecz z tamtejszą Jagiellonią, który mógł przy sprzyjających okolicznościach zapewnić nam tytuł Mistrza Polski. 
 

 

Tak więc w sobotnie przedpołudnie zaczęliśmy się zbierać na wyjazdu. Tym razem, w przeciwieństwie do wcześniejszego meczu z Jagiellonią (w ramach Pucharu Ekstraklasy), SKWK zorganizowało transport samochodowy na to spotkanie. We wcześniejszych planach był pociąg specjalny, ale niestety nie zorganizowano go ze względu na nikłe zainteresowanie wyjazdem (co dla mnie jest dość niezrozumiałą rzeczą). Kolejny raz ja jednak postanowiłem nie zajmować miejsca w busach komuś “potrzebującemu” i pojechałem na północny - wschód Polski własnym samochodem.

 

W aucie ze mną podróżował można by to powiedzieć “żelazny skład osobowy”;). Ponieważ wcześniejsze ustalenie “co i jak” dotyczące zbiórki uległy “dynamicznym zmianom;)” niestety dochowujemy “wiślackiej tradycji wyjazdowej;)” i naszą podróż rozpoczynamy z godzinnym opóźnieniem, co powoduję lekką irytację ostatniej w kolejności zabieranej osoby;) – choć jest ona z całą pewnością orędownikiem pokoju.

 

Jednak, gdy ruszyliśmy już w trasę nasza podróż przebiegała bardzo sprawnie i szybko. Zwłaszcza, że nie mieliśmy “zbędnego niebieskiego balastu”;) obok siebie. Kolejny raz w naszym aucie do dobrej atmosfery podróży nie trzeba było ani grama alkoholu. Upływała ona nam na rozmowach na przeróżne tematy oraz niekiedy na wymyślaniu dość “nietypowych pomysłów na różnym zabarwieniu;)”. Furorę i mega rozbawienie w pewnym momencie zrobiła uwaga i związana z nią poza jednej z podróżujących osób na temat woni dochodzącej z zewnątrz auta;) - ale szczegóły tego zachowam dla siebie;). Po pewnym czasie postanowiliśmy “pozwiedzać” pewne miasto na R. w celach konsumpcyjnych ;). Przez to, że wypatrywany przez nas punkt żywnościowy, był na drugim końcu tej miejscowości mieliśmy możliwość przejechania praktycznie całego miasta i w mojej ocenie - miasto jak miasto nic szczególnego do zwiedzania tam nie ma;).

 

Bo nadrobieniu braków w ilości kalorii ruszamy dalej. Trasa do Białegostoku przebiegała bez problemów, (poza jedną “turbulencją;)” z kierunkiem jazdy;) ). Zwłaszcza, że w sumie to przemierzaliśmy ją już drugi raz na wiosnę 2008 – wcześniej była to wizyta z okazji wspomnianego meczu w ramach Pucharu Ekstraklasy. Przejechaliśmy ponownie przez miasto Warka, a tam zobaczyliśmy “oznaki” chwalące krakowską Wisłę, zostawione nie wiadomo kiedy, przez nie wiadomo kogo. Spokojna podróż trwała, aż pewnego zajazdu około 30 km od miejsca docelowego gdzie “kusi”nas druga przerwa na jedzenie. I niestety kończy się to tym, iż niechcący trafiamy pod opiekuńcze skrzydła “wiadomo kogo” plus helikopter. No cóż nie zawsze dobry i znajomy punkt gastronomiczny to dobry pomysł na postój;).”Opieka” wydłużyła się na tyle, że na miejsce pod stadion docieramy dopiero na pół godziny przed meczem.

 

W tym dniu na sektorze dla nas przeznaczonym według mnie zasiadło około 350 fanów Wisły wraz z kilkoma wspomagającymi nas osobami ze Śląska Wrocław. Na szacunek za pomysł realizację zasługuję fan Białej Gwiazdy który dotarł z Krakowa na mecz ...motocyklem... Mimo raczej nie sprzyjającej do tego typu podróży pogody. Widać jak się chce to można, wykazując się pomysłowością, dotrzeć nawet na najdalszy krajowy wyjazd drużyny z Reymonta.

 

Sektor zostaje przyozdobiony flagami Wisły z Bieżanowa, Kleparza, Bronowic, Olkusza, Jaworzna, Skawiny, FC Wolbrom, Niebliczalnych, T`06 oraz flagą Śląska i Lechii.

 

W trakcie meczu kibice Wisły prowadzą doping “od czasu do czasu” - widać, czy to się komuś podoba czy nie, nasza wyjazdowa ekipa nie jest uzdolniona “wokalnie;)”. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by malkontenci (zwłaszcza z pewnego forum) narzekający, że mało śpiewamy, zaczęli jeździć na wszystkie wyjazdy i “pokazali” jak się dopinguje;). Na pewno “nie raz” byliśmy dobrze słyszalni na stadionie, przebijając się przez doping miejscowych kibiców. Dla fanów Jagi widać było, że mecz z nami jest chyba spotkaniem nr 1 rundy. Bo oprócz dobrze oflagowanego płotu zaprezentowali oprawę meczu i nie zważając na ewentualne kary również zastosowali zakazane “efekty świetlne;)” .

 

Sam mecz był w sumie ciekawym widowiskiem. Nie będę pisał czy stał na wysokim poziomie, czy nie. Na pewno nie można się było nudzić oglądając zawody, bowiem oba zespoły grały “o coś” – my by zrobić przed lub ostatni krok do tytułu, Jagiellonia bo chciała utrzeć nosa faworytowi i zagrać dla własnych kibiców. Trzeba jednak zaznaczyć, iż widać było, że Biała Gwiazda ma więcej piłkarskich atutów. Nasza przewaga w rozgrywaniu piłki czy organizacji na boisku była widoczna przez cały mecz. Zwłaszcza, że w miarę szybko, bo po upływie pierwszego kwadransa meczu Wiślacy obejmują prowadzenie po bramce Matusiaka. Później okazję do zmiany wyniku mają w sumie oba zespoły. Ale dopiero na 25 minut przed końcem spotkania udaje się to Wiślakom – po ładnym rozegraniu piłki przez Boguskiego do bramki gospodarzy, po mocnym strzale, piłkę lokuje Zieńczuk. Nawet zdobycie przez zawodnika Jagi honorowej bramki na kwadrans przed końcem meczu nie zmienia jego obrazu – Wisła była zespołem lepszym. Ostatecznie Wisła wygrała z białostockim zespołem 2-1, co jest wynikiem sprawiedliwym. I jak to zwykle piszę - o meczu każdy mógł sobie wyrobić własne zdanie – jadąc na wyjazd albo oglądając relację telewizyjną.

 

Po zakończonym spotkaniu piłkarze podchodzą podziękować nam za obecność i wsparcie na meczu, a my po kilkunastu minutach możemy udać się w drogę powrotną do domu. Tym razem służby mundurowe nie wykazują zbytniej troskliwości o nas tak więc w miarę szybko możemy jechać bez zbędnego balastu. Droga do Grodu Kraka upływa sprawniej niż w przeciwnym kierunku – ale nocna pora ma tą “zaletę”, że nie ma dużego ruchu. My akurat jedziemy w kolumnie trzech pojazdów szybko “połykając kolejne kilometry”. Przez pewien czas jedziemy razem ze wspomnianym Wiślackim motocyklistą, przez co na pewno jest to podróż nietypowa;). Odmiennie od ostatnich eskapad “w ślad za Wisełką” powrót nie upływał nam na rozmowach, ale połowa “składu” przegrała walkę ze snem;). Można by napisać - połowa nie spała, by druga połowa mogła spać;), dobrze że jeszcze mieliśmy odpowiednio dobrany rodzaj muzyki do tego typu jazdy;) dzięki czemu kierowca raczej nie mógłby usnąć;).

 

W Krakowie meldujemy się około 4.00 nad ranem nadrabiając około 2 godzin do czasu, jaki poświęciliśmy na dojazd na mecz. Jeszcze należało zrobić tradycyjny “rajd;)” po Cesarsko Królewskim Mieście – rozwożąc współtowarzyszy podróży do domów i około 5.00 nad ranem sam zawitałem we własne domowe pielesze. Kolejny raz mogę napisać, że wyjazd dla mnie osobiście mogę zapisać sobie na plus. Ale kolejny raz napiszę - ważne jest z kim się jedzie, w jakim towarzystwie. Bo niestety smutną tradycją stało się ostatnio, że kolejny raz część osób nie uszanowała trudu, jaki SKWK wkłada w organizację transportu - powodując pewne straty w busach głównie za sprawą alkoholu. Ale nie będę pisał nic więcej, bo widać na głupotę niektórych nie ma rady – oprócz nie brania takich delikwentów na kolejne mecze Wisły poza Krakowem. Ale to już nie moje “działka” działalności...

 

Do zobaczenia na kibicowskim szlaku!

 

Dodaj komentarz

Redakcja SKWK.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.
Kod antysapmowy
Odśwież