Relacja z wyjazdu do Baku
Wpisany przez ewcia/W.   
piątek, 06 sierpnia 2010 14:15

 

Wylosowanie zespołu z Karabachu w pierwszej chwili było niemałym przekleństwem dla chcących udać się tam fanów Wisły.
 

 

Wylosowanie zespołu z Karabachu w pierwszej chwili było niemałym przekleństwem dla chcących udać się tam fanów Wisły.
Samolot rejsowy za sporo powyżej 2 tyś zł, niewiadoma przeprawa z Baku do Karabachu, wyrabianie wiz ponoć tylko w Warszawie itp. wielu osobom pokrzyżowała plany by mecz wyjazdowy obejrzeć na żywo. Na szczęście okazało się iż mecz odbędzie się w stolicy Azerbejdżanu znanym Polakom z "Przedwiośnia" S. Żeromskiego a dodatkowo klub udostępnił miejsce w samolocie drużyny tak, że przelot w obie strony, transport do i z hotelu / stadion jak i nocleg w hotelu był w cenie 1950zl. Cena mimo iż nadal wysoka ( jak na polskie zarobki ) stała się już jednak atrakcyjna i wyjazd nabrał nieco realniejszych kształtów.



Wylatujemy z Krakowa o 8:30 rano we środę i za nieco ponad 3 godziny wysiadamy na lotnisku Heydar Aliyev nazwanym tak ku czci byłego prezydenta kraju, obecnie już nieżyjącego, lecz wciąż ogromnie popularnemu o czym świadczy jego wizerunek na wielu billboardach.
Wyrobienie wizy trwało około dwóch minut na osobę. 60 euro na dzień  dobry frunie z portfela za samą możliwość wjechania/wejścia do kraju.
Miasto Baku jest pełne kontrastów, są miejsca ocierające się o slumsy gdzie nie ma asfaltowych dróg, biegają bose dzieci i stoją zdezelowane Łady, jak i miejsca tak reprezentacyjne i ociekające przepychem że Kraków czy Warszawa byłyby dość mocno zawstydzone.


Pierwszą atrakcją w Baku jest możliwość / konieczność przejścia przez zatłoczoną ulicę. To co sie dzieje na ulicach Baku to dla europejczyka jest istny horror. Przepisy drogowe absolutnie nie mają tu zastosowania, podobnie jak kierunkowskazy, na jednym pasie ruchu jeżdżą po 2 samochody, wszechobecny jest klakson i jazda zderzak w zderzak. W takich warunkach przejście przez ulice to jest sport ekstremalny dla wybitnie odważnych, jak jedzie pięć rzędów aut to nie ma co liczyć na to, że jak jeden rząd sie zatrzymał żeby przepuścić pieszego to reszta zrobi to samo. Widok ludzi stojących, kluczących na środku ulicy między którymi tną auta o centymetry to norma.

 

alt


Pod stadionem na który trafiliśmy w sumie przypadkiem w drodze do centrum miejscowe koniki proponują nam bilety w cenie 1 manata (4 zł) co jest trochę dość znaczącą różnicą w porównaniu do 20 euro które juz zdążyliśmy zapłacić oficjalną drogą.
 alt
 
Przejażdżka metrem i jesteśmy w centrum. To były ledwie 4 stacje metra, a wysiedliśmy chyba w innym mieście niż byliśmy. Eleganckie deptaki z fontannami, piękne arabskie budowle i mury, ruiny starego miasta, palmy, hotele, szklane wieżowce, drogie samochody, butki znanych światowych projektantów.
 
 alt
 
Główną atrakcją Baku jest Baszta Dziewic, która znajduje się "na trasie" reprezentacyjnej promenady która ciągnie sie wzdłuż wybrzeża.
Woda jest zanieczyszczona w bardzo znacznym stopniu, widać a przede wszystkim czuć ropę która unosi się na wodzie.
 
alt
 
Ponoć dopiero 50km od Baku można swobodnie wejść z plaży do Wody. Korzystamy z możliwości odbycia około 40 minutowego rejsu po zatoce w cenie 8zł  i rozkoszujemy się widokiem zachodu słońca nad Baku i pięknie oświetlonych zabytków. Co ciekawe na naszych zegarkach była dopiero godzina 19 ale z racji na trzygodzinną różnicę czasu w Azerbejdżanie była już 22. Dopiero teraz w miarę komfortowo spacerujemy po mieście gdy upał z około 35 stopni juz zelżał.
 
 alt
alt
alt
alt
alt

Spacer nocą po centrum starego miasta, bocznymi, wąskimi uliczkami jest niezapomniany i praktycznie w którąkolwiek stronę się nie pójdzie to jest coś urokliwego do zobaczenia w rodzaju oświetlonej fontanny czy pałacu lub meczetu. Następnie wracamy do hotelu, gdzie do wczesnych godzin porannych na krzesełkach przed hotelem trwają rozmowy. ;)
 
alt
 
 
W dniu meczu znów udajemy się na miasto by jeszcze raz zobaczyć uroki Baku. Tym razem wybieramy taksówkę za około 4zł od głowy. Stary zdezelowany pojazd, uśmiechnięty wąsaty i gruby kierowca, który zapuszcza jakieś miejscowe albo rosyjskie rytmy disco i przejazd taksówką po Baku bez poszanowania dla przepisów  staje się kolejną prawdziwą atrakcją tej wycieczki. Warto dodać iż nocą wracaliśmy w 6 osób jedną taksówką, co dla kierowcy nie było wielkim problemem, a dla nas niebywałą atrakcją przy jego sposobie jazdy, naszej ilości i warunkach panujących na trasie. Faktem który utwierdził nas w przekonaniu o wyjątkowych warunkach na drogach, była sytuacja w której nasz taksówkarz zatrzymał się na ruchliwej drodze wyjął z bagażnika 5-cio litrową butelkę (kanister to na pewno nie był)z benzyną i wlał ją przez lejek do baku.
 
alt
 
Upał dawał się we znaki, a godne podkreślenia jest to, że żaden mężczyzna nie chodzi tam w krótkich spodenkach. Dominują jakieś miejscowe długie spodnie przypominające klasyczne garniturowe spodnie. Jeszcze przed wylotem czytaliśmy, że tam nikt nie chodzi w krótkich spodenkach gdyż te są domeną raczej ludzi o odmiennych preferencjach seksualnych. Częstym widokiem w Baku są  "przyjacielskie" gesty mężczyzn w stosunku do kolegów. W Azerbejdżanie normą są całusy między kolegami wymieniane na przywitanie, chodzenie pod rękę czy głaskanie.
 
alt

"Mecz" zaczyna sie od partyjki bilarda z miejscowymi kibicami w pubie przy stadionie którzy pękają ze śmiechu jak widzą ile daliśmy za nasze bilety. Oni sami bilety mają za 1 manata wiec nie ma się co dziwić ze stadion jest pełny. Zdecydowana większość ludzi na stadionie to mieszkańcy samego Baku a nie fani z Karabachu.

Dla miejscowych mieszkańców Baku nie tyle był to mecz piłkarski co okazja do zamanifestowania swojego poparcia dla Karabachu.
Niemal cały doping z ich strony to krzyczenie "Karabach" i machanie narodowymi flagami ale i tak robi to wrażenie zwłaszcza, że nie o futbol tu chodzi tylko o sprawy narodowe. Karabach w Baku ogólnie jest bardzo lubiany i wszelkie gesty i oznaki sympatii na jakie się natknęliśmy maja związek oczywiście z konfliktem o prowincję Z Armenią. Armenia jest niesamowicie znienawidzona a  Karabach po prostu jest azerski i koniec.

Przy wejściu na stadion nie ma żadnej kontroli osobistej, niektórzy wchodzą w ogóle bez pokazywania osławionego biletu za 20 euro a jeszcze innym udaje się chwilowo wyjść na sam szczyt wieży, z której jest świetny widok na murawę i realizowana tam była transmisja za pomocą kamery.  Z racji zamieszania przed meczem zmuszeni jesteśmy wejść na sektor drogą prowadzącą przez sektory gospodarzy, kroczenie wśród tłumów Azerów było ciekawym przeżyciem.
Wyganiamy z naszego sektora jakiegoś Azera w koszulce Bayernu Monachium z narodową flagą, jakiś polonusów i po tych dwóch "incydentach" policja i wojsko już wiedzą żeby więcej wynalazków na nasz sektor nie wpuszczać.
 
 
 
 Po meczu wsiadamy do autokaru, który wiezie nas prosto na lotnisko. Szybka i sprawna odprawa, 3,5 godzinny lot i około trzeciej nad ranem stoimy z powrotem na polskiej ziemi. Idę o zakład ze  nikt z nas tych około 2,5 tyś złotych które wydaliśmy za niecałe 48 godzinne "wczasy" nie żałował i pozostaje tylko żal ze tak krótko to trwało. Baku oprócz poczucia wstydu za piłkarzy mimo wszystko wszystkim tam obecnym będzie się kojarzyć wspaniale.
 
Do zobaczenia na wyjazdach, pierwszy już 21 sierpnia do Łodzi.
 
 
W. 
 
 

Dodaj komentarz

Redakcja SKWK.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.
Kod antysapmowy
Odśwież