Sprawy SKWK:

Wisła World Tour: Split
Wpisany przez redakcja   
środa, 19 grudnia 2012 14:22

alt

Dziś, jak co środę, prezentujemy Wam tworzony przez Czytelników naszego serwisu cykl Wisła World Tour. Tym razem dzięki relacji jednego z wiślackich podróżników zawitamy  do Dalmacji, czyli regionu, gdzie liczy się tylko jeden klub – Hajduk.

Z czym się kojarzy Chorwacja? Jeśli chodzi o wakacje, to oczywiście wysokie temperatury, gorące dziewczyny, którym często również jest za ciepło (if you know what I mean...), uprzejmość w stosunku do turystów (chyba, że jesteś z Serbii ;). Te wszystkie rzeczy bez trudu można znaleźć zwłaszcza po wjechaniu na teren Dalmacji. Ja również pojechałem do tego kraju z zamiarem letniego wypoczynku. Oczywiście wziąłem ze sobą wiślackie barwy, żeby tam też wiedzieli, kto ma najlepszych kibiców w Polsce.

Moja przygoda z Hajdukiem zaczęła się dość niespodziewanie, ponieważ kiedy przyszedłem do jednej z restauracji, podszedł do mnie kelner żebym mógł złożyć zamówienie. Wziąłem zimne piwo ze względu na doskwierający upał i kiedy je dostałem usłyszałem „Cold beer for Wisla Krakow” (miałem na sobie koszulkę polo za ostatnie Mistrzostwo). Na mojej twarzy pojawił się uśmiech i lekkie zdziwienie, ponieważ przy spotkaniu z kibicem Hajduka spodziewałem się innej reakcji ze względu na spięcia, jakie były w Krakowie i pojedyncze kontakty Wiślaków z Crveną Zvezdą. Po dłuższej rozmowie okazało sie, że rozmawiam z człowiekiem od mocnych wrażeń z Torcidy. Rozmawialiśmy naprawdę długo, nie pomijając takich tematów, jak wojna w byłej Jugosławii, animozje z Zagrzebiem i ogólnej sytuacji kibicowskiej, również w Polsce. Przez następne kilka dni wpadałem na krótkie pogawędki z Marijo, oczywiście nie zabrakło wymiany gadżetów, otrzymałem proporczyk Hajduka na 100-lecie, ja natomiast „pozbyłem się” swojej koszulki i vlepek.

Okazało się, że niedługo rozgrywa się mecz w Splicie w ramach eliminacji do Ligi Europejskiej przeciwko Stoke City. Bez namysłu pobiegłem do poznanego Chorwata zapytać o bilety i czy ewentualnie mógłby uruchomić swoje kontakty, abym mógł kupić wejściówkę. Niestety, okazało się, że wszystkie zostały wykupione, ale nie zraziłem się i pojechałem „w ciemno” do stolicy Dalmacji z nadzieją, że bilety kupię u koni. (Marijo nie jechał ponieważ musiał pracować). Oczywiście wyjechałem odpowiednio wcześnie i już po chwili łatwo było dostrzec zmierzających na mecz kibiców Hajduka. Stwierdziłem, że będę jechał za jednym z aut i tak najszybciej dotrę najpierw do Splitu, a potem pod sam Poljud (stadion Hajduka). Ich ekipa zatrzymała sie pod jednym ze sklepów, gdzie czekały kolejne 3 auta, więc ja również postanowiłem się na chwilę zatrzymać. Stwierdziłem, że pójdę i zagadam z zapytaniem czy mogę jechać za nimi. Gdy dowiedzieli się, że jestem z Polski i chcę jechać na mecz od razu wzięli mnie za przyjaciela i nie było najmniejszych problemów, atmosfera była świetna. Dodam tylko, że tamta ekipa zatrzymała się pod sklepem, gdzie uzupełniła prowiant ( ;) ) – kierowca również, hehe. Mnie również chcieli poczęstować, jednak ja wolałem jechać na trzeźwo.

Po przejechaniu kilku kilometrów znów jechałem już tylko za autem, które spotkałem na samym początku. Po chwili kolejny przystanek i potem podbiegł do mojego samochodu jeden z nich mówiąc, że zepsuło im się auto i... czy mogą sie zabrać ze mną. Oczywiście zgodziłem się, a swoją furę zamknęli i zostawili na poboczu drogi w kierunku Splitu. – Mecz Hajduka jest święty! – oświadczyli. Na wejściu odpalona została płyta z piosenkami Hajduka i przez całą drogą były śpiewy. Trasa minęła bardzo szybko w przyjemnej atmosferze, gdzie oczywiście wyszło, że jestem kibicem Wisły, ale ci również nie mieli z tym najmniejszego problemu. Już przy końcu autostrady widać piękne graffiti związane z ich klubem. Im bliżej miasta tym więcej było widać kibiców, najbardziej mnie zauroczył widok chłopaka jadącego w japonkach i krótkich spodenkach oraz koszulce bez rękawów, a na skuterze powiewająca flaga Hajduka. Stadion położony w bardzo malowniczym miejscu, między morzem a górami, co wygląda naprawdę imponująco. Samochód zaparkowałem w poleconym przez nich miejscu, nieco oddalonym od stadionu, ponieważ nie było już gdzie zaparkować. Problem w tym, że nie wiedziałbym po meczu jak do niego trafić, ale chłopaki od razu zapytali czy wezmę ich z powrotem, z czym oczywiście nie było również problemu. Na dodatek po spotkaniu zaprosili mnie do jednego z pubów na małą imprezę, co przyjąłem z wielkim entuzjazmem.

alt

Rozstaliśmy się pod stadionem, a ja wyruszyłem w poszukiwaniu biletów i tu miła niespodzianka, bo po kilkunastu minutach zaopatrzyłem się w wejściówkę u jednego z koni po dość przystępnej cenie. Samo wejście na stadion szło dość opornie, ponieważ niektóre wejścia były – nie wiadomo, czemu – zamknięte, ale to, co różni chorwackich od polskich ochroniarzy to fakt, że czasami myślą i w końcu otworzyli pozostałe kołowroty. Na mecz spóźniłem się parę minut, ale na szczęście załapałem się na oprawę stworzoną przez Torcidę na ich sektorze, który jest na łuku. Przygotowana została kartoniada tworząca napis „Bijili”, a całość uzupełniał trans „u Napad”. Sam mecz nie był jakimś specjalnym widowiskiem, ale atmosfera była naprawdę nieziemska. Kiedy włączał się do dopingu cały stadion, dawało to miażdżący efekt, ale nie powiem, że jesteśmy gorsi. Jedyne, czym nas biją na głowę to melodyjność śpiewanych przez nich piosenek, zwłaszcza w przerwie lub przed meczem, gdzie zamiast puszczania durnych reklam, z głośników puszczane są piosenki gloryfikujące Dalmację i samego Hajduka, które śpiewa (!) cały stadion. Zbliżała się również rocznica akcji "Oluja", która ostatecznie kończyła wojnę w Jugosławii. Nie zabrakło transparentów z tym związanych, o czym uświadomił mnie jeden z kibiców stojących obok. Wizytówką Bałkanów jest pirotechnika i ona również pojawiła się w tym spotkaniu. Nadmienię tylko, że kiedy do rytmu skakał cały stadion, on lekko się uginał, co może oddać to, co tam się działo.

alt

Hajduk ostatecznie przegrał 0:1 i odpadł z dalszej rywalizacji. Po meczu udałem się na umówione miejsce, gdzie była impreza co najmniej jakby ich drużyna wygrała. Miejscowi mnie uświadomili, że będą bawić się tylko do północy, bo przegrali, ale normalnie przy zwycięstwie cieszą się do białego rana. Szczegółów ujawniał nie będę – KMWTW ;) W planach mam kolejną wyprawę do Splitu, ale kiedy to nastąpi – niestety, nie wiem, ale z czystym sumieniem mogę polecić wizytę na Poljud.

Wiślak z Gorlic

 

Czekamy na opisy Waszych eskapad na obce stadiony! Jeśli chcecie podzielić się z Wiślacką Bracią swoimi opowieściami, nadsyłajcie je na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

 
Komentarze   

#4 Zaycoo. » 2012-12-20 13:48

Hajduk Split - Wisła - 09'2001 - jeden z moich najlepszych wyjazdów 8)

Zaycoo.

#3 Mariusz06 » 2012-12-20 06:50

Ciekawie opisane.
BBB! :)

Mariusz06

#2 AlvaroTS » 2012-12-19 15:06

Oczywiście że nie mają problemów z naszymi koszulkami. W zeszłym roku jak byłem w Trogirze to sprzedawca od wycieczek tzw. fish piknik był ubrany w naszą koszulkę. Jak mu pokazałem kartę kibica Wisełki od razu dał większy rabat. A dla kolegi piszącego o grafitii Hajduka. Dodam tylko że jest ich pełno i ciągną się przez pół Chorwacji. Tam wygląda to tak że są dwa kluby Dinamo i Hajduk.
pzdr

AlvaroTS

#1 dudi » 2012-12-19 14:59

Fajna przygoda jeszcze lepiej opisana.

dudi

Dodaj komentarz

Redakcja SKWK.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.
Kod antysapmowy
Odśwież