Sprawy SKWK:

Wisła World Tour: Turyn
Wpisany przez redakcja   
środa, 12 grudnia 2012 22:53

alt

Czas na kolejny odcinek tworzonego przez Was cyklu „Wisła World Tour”. Tym razem relacja z eskapady na obce stadiony będzie dość… nietypowa, jak na osobę kibicującą Wiśle. Finał także okaże się zaskakujący. Zapraszamy do lektury!

Jako że kibicuję Juventusowi od bardzo dawna postanowiłem wybrać sie z kolegą na jego mecz. Akurat znaleźliśmy bardzo interesujący mecz  z AC Milan. Włoski klimat + 2 wielkie kluby, które się nienawidzą. Bez minuty zastanowienia zabukowaliśmy bilety samolotowe na 3 dni przed meczem. Niestety na mecz biletów już nie było, ale postanowiliśmy zaryzykować i poszukać szczęścia w kasach lub u koników.

Po ulokowaniu bagaży zaczęliśmy poszukiwania biletów w „tabakierniach”. Taksówkarz woził nas po całym Turynie i – niestety – nie było najmniejszych szans na ich pozyskanie, więc poczekaliśmy do dnia meczu. W tym dniu o dwunastej poszliśmy na browara obok stadionu. Niestety, problem w tym, że ja włoskiego nie znam w ogóle, a Włosi angielskiego, więc dogadać sie było bardzo ciężko... Po zakupie browara chcieliśmy usiąść przy stoliku lecz barman od razu skoczył na nas i kazał stać jak pijemy, bo z tego co zrozumiałem, można usiąść tylko z herbatą, co bardzo mnie zdenerwowało i postanowiłem oddać mu go, waląc butelką w ladę. Ten od razu zaczął drzeć się „Carabinieri!”, więc szybszym tempem ulotniliśmy się z pubu.

Myślałem, że to koniec przygód, ale nic bardziej mylnego – to dopiero początek. Podeszliśmy pod stadion, mój kolega odszedł na chwilę porobić jakieś zdjęcia i patrzę jak biegnie, a za nim 6-7 osób w wieku ok. 30-40 lat macha ręką i każe uciekać, więc ruszyłem za nim. Myślałem, że chcą mu aparat skroić albo kasę. Po 20 metrach sprintu zdecydowałem się zatrzymać i z nimi pogadać. Oczywiście oni po włosku, ja po angielsku i wreszcie zrozumiałem, że chodzi im o moje „id”. Trochę ze strachem wyciągnąłem mój portfel i „id”, sprawdzili; z tego, co zrozumiałem, to czekają na kogoś i że sie pomylili. Oczywiście przeprosili i odeszli. Kolega tak się rozpędził, że musiałem go dobre 10 minut szukać. Będąc już pod stadionem, zauważyliśmy koników, których było bardzo dużo i zaczęliśmy pytać o bilety. Oczywiście znowu bariera językowa... Oni – zero angielskiego, więc rysowali mi ceny na kartkach; przeraziły mnie. 250 euro to minimum... Bilet imienny, zabierali cię pod kasy, pokazywałeś dowód tożsamości i miałeś bilet wypisywany. Dziwny układ trochę, dla mnie niezrozumiały i pomyślałem, że to wałek i szukaliśmy dalej.

Po długich poszukiwaniach mamy za 150 euro, bez żadnych wpisów kas i innych pierdół! Mając już bilety mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc pochodziliśmy trochę koło stadionu, zwiedzając stragany z gadżetami i najbardziej utknęły mi w pamięci koszulki i bluzy „antyinter”. Więcej było „anty”, niż Juventusu, więc widać, że mają na nich dość duże ciśnienie. Na 45 minut przed meczem widzimy, jak zbliżają sie kibice Milanu w eskorcie policji, ale nie przeszkodziło im to w rzucaniu do kibiców kamieniami i innymi rzeczami, które znaleźli pod ręka i vice versa. Akcje miały miejsce przy wejściu na sektor, w którym kibice Milanu byli oddzieleni tylko 1 siatką ochronną. Po pięciu minutach policja wszystko opanowała.

Myśleliśmy, że to koniec problemów, lecz pojawiły się one, jak szukaliśmy naszego sektora. Jak pokazywaliśmy bilety ochronie, to tylko się z nas śmiała i machała ręką, po czym się okazało, że mamy bilety ale na sektor... Milanu! Mając na sobie bluzę Juve, którą zakupiłem w sklepiku Juventusu nie uśmiechało mi się tam wchodzić, bo szybko bym ją stracił, więc pojechałem taxi do hotelu, przebrałem sie i spóźniłem jakieś 25 minut... Grzecznie wszedłem do klatki, odnalazłem kolegę, który siedział najwyżej jak się dało i zacząłem obczajanie dopingu... Stadion, doping, fanatyzm – z najwyższej półki. Jeden tekst najbardziej utkwił mi w pamięci: „Juve, Juve. Juve – vaffanculo!”, może dlatego, że tylko to zrozumiałem . Na stadionie na najwyższym sektorze wisiała duża flaga Legii Warszawa, ale była za daleko, żeby można było zobaczyć, czy ktoś za nią stoi... Z małymi przygodami, lecz ze spełnionymi marzeniami, wróciliśmy do domu... Więcej już mnie tam na pewno nie zobaczą!

Pozdrawiam,
ziomek
 

 

Czekamy na opisy Waszych eskapad na obce stadiony! Jeśli chcecie podzielić się z Wiślacką Bracią swoimi opowieściami, nadsyłajcie je na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Zdjęcie w nagłówku pochodzi z drugiej części albumu „Wisła On Tour wakacyjnie”, który znajduje się na profilu SKWK na Facebooku. 

 

 
Komentarze   

#2 enzo06 » 2012-12-14 15:11

WiślakBorek
:lol: :lol: :lol:

A co do autora to mieliście strasznie ciekawy wyjazd i konkretny finish :D

enzo06

#1 WiślakBorek » 2012-12-13 19:51

po co Ci bluza Juve ?
Mają zgodę z legią , więc nie rozumiem.
Milan jest zajebisty,fajna by była zgoda , tylko nie wiem czy by ktoś jeździł.
Pozdro.

WiślakBorek

Dodaj komentarz

Redakcja SKWK.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie KibiceWisly.pl zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, wypowiedzi nie związane z tematem artykułu, "troling", sformułowania obraźliwe w stosunku do innych czytelników serwisu, osób trzecich, klubów lub instytucji itp.
Kod antysapmowy
Odśwież